Winne paradoksy w Norwegii


22/02/2015

Na każdego, kto ląduje w Oslo, czeka ten sam widok. Młodzi, starzy, żonaci i samotni, zamożni i mniej zamożni robią przed wyjściem ze strefy lotniska to samo: łapią za koszyki w sklepie bezcłowym i łapczywie napełniają je winem i innymi alkoholami.

Powód tego integrującego rytuału jest oczywisty – na bezcłówce wina kosztują około 30% mniej niż za bramą lotniska. Tam karty rozdaje już państwowy monopol, Vinmonopolet.

Kiedy jednak porozmawiać z Norwegami, mało który z nich chciałby zmiany stanu rzeczy. Mimo, że chwilowa ucieczka poza świat monopolu kończy się konsumpcyjną rozpustą, w Oslo, Bergen i innych miastach do stuletniej instytucji i całej masy zakazów ograniczających dostęp do alkoholu podchodzi się z szacunkiem. Paradoks? Postprotestanckie umiłowanie porządku?

W ostatnich latach sprzedaż wina w Vinmonopolet zaczęła spadać. Monopol obwiniał o to właśnie szeroką dostępność tańszych win w lotniskowych bezcłówkach. Pojawił się nawet pomysł, by dualizm dystrybucji ukrócić i wprowadzić monopol także na lotniskach. Tymczasem jednak rząd zaczął podchodzić do alkoholu mniej alergicznie. Od zeszłego roku do Norwegii można wwieźć już bez cła 6 butelek wina (to o dwie więcej niż poprzednio), a teraz rozpatrywany jest projekt umożliwienia drobnym producentom bezpośredniej sprzedaży niskoprocentowego alkoholu, głównie cydru.

Beaujolais spotyka Priorat

Jakby paradoksów było mało, Norwegowie chwalą sobie ciągle zakupy w monopolowych sklepach. Niemała w tym zasługa bardzo kompetentnej obsługi i świetnej selekcji win. Nietrudno tam na przykład znaleźć wina butikowych producentów, którzy znaleźli już swoich zagorzałych zwolenników, ale na ich dostępność w Polsce trzeba będzie jeszcze poczekać. Tak jest choćby z Jean-Claudem Lapalu z Beaujolais.

Lapalu Cote de BrouillyLapalu posiada niewielkie, uprawiane biodynamicznie winnice ze starymi krzewami w topowych crus regionu. Nieszczególnie dba o promocję i długo pozostawał w cieniu najgłośniejszych nazwisk Beaujolais. Nie wysyła win krytykom, a mimo to zbiera bardzo dobre noty od takiego choćby Parkera. Jancis określiła jego styl mianem Beaujolais spotyka Priorat, mając na myśli niespotykaną koncentrację i mineralność jego win.

Kto żyje w przekonaniu, że beaujolais to wina niepoważne, powinien spróbować Lapalu Côte de Brouilly 2012. Wina z malutkiego cru Côte de Brouilly słyną z koncentracji, kwiatowych aromatów, mineralności i długowieczności, ale uznanie tego wina w degustacji w ciemno za beaujolais byłoby mistrzostwem świata. Niefiltrowane i gęste, jest ciemne jak noc. Pachnie zmysłowo wiśnią, porzeczką i fiołkami, a smak po prostu wbija się w podniebienie owocową koncentracją. Nie ma tu żadnej delikatności, jest za to sporo tanin i przyjemności.

Winiarz spotyka kucharza

Parę lat temu słynny “trzygwiazdkowy” kucharz Yannick Alléno stworzył wspólnie rodańskim winiarzem Michelem Chapoutierem bardzo ciekawy projekt firmowany nazwiskami obydwu panów. Jeden kupił parcelę w St.-Joseph, drugi w Crozes-Hermitage i zaczęli pichcić wina w tych apelacjach, podkreślając przywiązanie do terroir. Alléno & Chapoutier Crozes-Hermitage 2012 to zaledwie drugi rocznik tego duetu. To syrah w świeżym, pieprzno-miętowo-śliwkowym wydaniu, które może podobać się w ustach dzięki delikatności i wysokiej kwasowości.

Onda RestaurantJak na wino kucharza przystało, ma daleko posunięte inklinacje gastronomiczne. Spróbowałem je do confitu z kaczki w restauracji Onda, która uchodzi w Oslo za jedną z najlepszych, a już na pewno na jedną z najlepiej zaopatrzonych w wina. Tamtejsza przeszklona piwniczka win wydaje się interesująca już na pierwszy rzut oka.

Kto chciałby wniknąć w nią głębiej, może zerknąć w długaśną kartę win. Takiej kolekcji burgundów i bordeaux może chyba Ondzie pozazdrościć niejedna topowa restauracja Paryża i Lyonu. Skąd taka kolekcja w Norwegii? Bynajmniej nie z Vinmonopolet. Handel detaliczny to jedno, a HoReCa – drugie; tam już dostęp mają prywatni importerzy. Dlatego Norweg może w restauracjach przebierać w ofercie jeszcze bogatszej niż ta w sklepach. To już żaden paradoks. Po prostu podział wpływów. Jeden rządzi na lotniskach, drugi w sklepach, a reszta szuka szczęścia w restauracjach.

Tagi: , , , ,