Ciemna strona Chorwacji


21/02/2016

Jak na tak niewielki kraj, Chorwacja łączy w sobie zaskakująco różne części. Jest tam np. region, gdzie nie jeżdżą polscy turyści, nie robi się plavaca ani malvaziji, a kuchnia mocno różni się od tej z Dalmacji. Nazywa się Slawonia i jeśli już ktoś w świecie wina o niej słyszał, to raczej o pochodzących stamtąd botti, w których dojrzewa barolo.

Skąd taka kariera slawońskiego dębu? Co ma takiego, czego nie ma francuski? Dlaczego dojrzewa w nim wiele najlepszych win Piemontu, Veneto i Toskanii? Dlaczego wielu topowych winiarzy z Włoch nazywa go najlepszym na świecie, a sami Chorwaci uznali go za symbol swojego kraju?

Przede wszystkim, warto wiedzieć, że dąb slawoński nie jest osobnym gatunkiem dębu, podobnie jak nie jest nim dąb francuski (tu poczytacie o tym więcej). W Europie dominują dwa gatunki tego drzewa – Quercus robur (zwany też dębem angielskim lub szypułkowym) i Quercus petraea (bezszypułkowy, zwany także irlandzkim). Obydwa występują zarówno we Francji, jak i Chorwacji czy Polsce. W Slawonii dominuje Quercus robur, ale winiarze nie zawracają sobie głowy gatunkami, które zresztą ciężko od siebie odróżnić. To, co ich interesuje to miejsce pochodzenia, swoiste dębowe terroir.

A to w Slawonii jest wyjątkowe za sprawą wysokiego poziomu wód gruntowych. Odpowiadają za nie rzeki Sawa i Drawa. Dęby mogą tam żyć do 800 lat, przynajmniej w teorii; burzliwa historia regionu sprawiła, że najstarsze z tych, które ocalały, mają zaledwie 200.

Dąb slawoński posiada mniejszą gęstość słojów niż francuski, co pozwala uzyskać z niego beczki o dużych rozmiarach. Producenci barolo, amarone, lub chianti cenią jego umiarkowany wpływ na aromaty i taniczność wina oraz dłuższą mikrooksydację, a tym samym większy potencjał starzenia win już po zabutelkowaniu. Beczka slawońska lepiej odzwierciedla jakość owocu, terroir i mineralnosć, a do tego służy znacznie dłużej niż jej francuski odpowiednik.

Jeszcze w XIX w. dąb slawoński był rozpowszechniony w Europie. Dzisiaj zdarza mu się gdzieniegdzie odzyskiwać wpływy, ale na tym właściwie kończy się kariera Slawonii w świecie win. Kiedy zajrzymy na stronę World Atlas of Wine poświęconą Chorwacji, nie znajdziemy tam choćby skrawka kontynentalnej Chorwacji.

Co z tego, że wina robią tam jedni z najlepszych winiarzy kraju, tacy jak Krauthaker (pisałem o jego graševinie)? Slawonia nie jest i najprawdopodobniej nigdy nie będzie wystarczająco sexy. Pierwsze skrzypce odgrywa tam średnio ceniony welshriesling, nie ma tam win z plavaca, ani kolebki zinfandela, a do Dubrownika jest tak samo daleko jak do Zakopanego.

Belje Pinot CrniO ile niektórzy z fanów wina mogli słyszeć o najbardziej znanej apelacji Slawonii, Kutjevie, o tyle garstka słyszała zapewne o pozostałych, takich jak Podunavlje. Podunavlje leży zaraz przy granicy z Węgrami, zaledwie 20 km od Villány i trudno mu wyjść z cienia słynniejszego sąsiada. Jak pisał kiedyś Wojtek Bońkowski, winę za taki stan rzeczy ponosi w dużej mierze ekscesywna zawartość alkoholu i trzymanie się międzynarodowych odmian. Zamiast postawić na kékfrankosa i zweigelta zza miedzy, tamtejsi winiarze uparcie wierzą w wysokoalkoholowe cabernety i pinoty.

Wygląda na to, że niewiele się pod tym względem zmieniło. Taka przynajmniej refleksja pojawia się po spróbowaniu Vina Belje Pinot Crni 2011 (34 zł), kupionym w krakowskim Magazynie Wina. Zrobił je lokalny potentat z Podunavlje, spółdzielnia Podrumi Belje. Klasyczny, wiśniowo-ziemisty aromat z kwiatowymi akcentami, jest tutaj nieco rozgrzany. W ustach dostajemy fajną kwasowość, wyraźną taninę, wytrawność i lekkie muśnięcie dębu. Pozostałoby tylko przyklasnąć tak dobrze zrobionemu, autentycznemu i niedrogiemu pinotowi, gdyby nie 15% (w poprzednich rocznikach bywało 16,5%!), które sprawia, że ciężko sięgnąć po kolejny kieliszek.

Nie jest to pinot, który podbije serca fanów tej odmiany, ale można przynajmniej poczuć na jego przykładzie, jak nieinwazyjny jest Quercus robur z podmokłych terenów Slawonii. Zawsze to coś, jeśli nie mamy akurat stówki lub dwu na barolo.

Tagi: , , ,