Ribeiro: treixadura, sousón i spółka


1/03/2016

Moda na odkurzanie zapomnianych odmian ma się w Hiszpanii coraz lepiej. W awangardzie jest oczywiście północ, z Galicją na czele. Sporo pod tym względem dzieje się nawet w najbardziej konserwatywnej apelacji regionu – Ribeiro.

Pisałem jakiś czas temu o sukcesie Rías Baixas i niewykorzystanym potencjale Ribeiro. Sukces pierwszego miał jednego ojca – albariño. Niewykorzystana szansa drugiego przybrała przede wszystkim dwa imiona: torrontésa, który odniósł sukces gdzie indziej i treixadury, która nie dostała w Galicji wystarczająco dużo pola do popisu, by zawojować świat. Ostatnio pojawiło się jednak światło w tunelu. Nie dość, że w regionie robi się coraz więcej 100-procentowych treixadur, to powstają tam też bardzo dobre, monoszczepowe wina z innych rdzennych odmian, takich jak lado lub sousón.

Treixadura

Z jakiegoś powodu winiarze z Galicji są szczególnie podatni na mity dotyczące pochodzenia lokalnych odmian. O jednych twierdzą, że przywędrowały znad Renu lub z Burgundii, o innych, że są endemiczne dla Galicji. Ta druga rola przypadła treixadurze. W Ribeiro lubią powtarzać, że odmiana jest właśnie stamtąd. Faktem jest, że z regionem jest związana od dawna (wchodziła w skład tradycyjnych, słodkich win tostado). Jej bardziej prawdopodobną kolebką jest jednak portugalskie Minho, gdzie nietrudno spotkać jej krewniaka – loureiro. Sama pod względem genetycznym niewiele ma wspólnego z galisyjskimi gwiazdami – godello i albariño.

Ailala TreixaduraNie znaczy to jednak, że nie ma wystarczająco dużo uroku, żeby tym dwóm dorównać. Z pewnością ma go wystarczająco Ailalá Treixadura 2014 (45 zł), czyli sztandarowy etykieta młodego projektu, w którym palce maczał uznany i cześciowo biodynamiczny producent z Ribeiro, Coto de Gomariz. Te palce to przede wszystkim enolog Coto de Gozmariz, Xosé Lois, który firmuje nowoczesne, odmianowe wina spod znaku Ailalá, od początku stawiając sobie za cel przede wszystkim wykorzystanie potencjału treixadury.

Wino ma aromat cytrusów, moreli, kwiatów, kamienia i ziół. Fani rieslinga znajdą w nim wiele przyjemnych nut. Ucieszą się też zapewne z wyczuwalnego cukru resztkowego. Do lekkiej słodyczy dochodzą tu akcenty anyżu, migdałów, lekka pikanteria, a to wszystko podane na mineralnym tle. Kwasowość nie jest najsilniejszą stroną treixadury, ale akurat w tym wypadku trzyma się na przyzwoitym poziomie. Mocną stroną jest też cena – 45 zł.

Nieco droższe, ale też i lepsze jest Coto de Gomariz Bianco 2014 (69,99 zł), w którym oprócz treixadury (70%), znajdziemy starych, dobrych znajomych: godello, loureiro i albariño. Pachnie jabłkiem, gruszką, morelą rumiankiem, wodą morską i odrobiną pieprzu. Usta są spięte, czarujące miękkim owocem poprzecinanym ostrą kwasowością i zakończone czymś jakby długą, wymowną ciszą.

Coto de Gomariz BlancoNie na darmo to właśnie wino zagarnęło w najnowszym przewodniku Guia Peñín 93 punkty i miano najlepszej w apelacji etykiety w kategorii dobrej relacji jakości do ceny. Polska cena też nie jest wygórowana jak na te emocje.

Sousón

Jeśli nie słyszeliście o sousón, nie musicie robić sobie wyrzutów; naprawdę mało kto słyszał. To dopiero szczep-zagadka! Po portugalskiej stronie nazywa się souzão albo vinhão, a w Galicji jego niewielkie ilości można spotkać w Rias Baixas, Ribeiro i Valdeorras. Służy głównie za dodatek do kupaży, ale jak robić wina odmianowe, to robić! Tak przynajmniej podchodzi do sprawy Ailalá.

I dobrze, bo Ailalá Tinto 2014 (85% sousón, 45 zł) okazuje się czymś więcej niż ampelograficzną ciekawostką. Tym większą, że oprócz sousón znalazło się w tym winie miejsce dla tercetu egzotycznego w składzie brancellao, ferrol i caiño longo, czyli prawdziwych galisyjskich outsiderów. Poszukiwaczy historycznych tropów na pewno zainteresuje fakt, że przed nastaniem XX w. sousón na spółkę brancellao trzęsły światkiem ribejrańskiej czerwieni, niegdyś znacznie bardziej popularnej niż dzisiaj. 

Ailala TintoWino częstuje aromatem dojrzałej śliwki, wiśni, fiołka i jeżyny. W ustach jest rustykalne, z zaokrąglonymi taninami i fajną kwasowością. Nie wymaga zbytniej kontemplaji, choć znać wielkoświatowe ambicje i kto wie, czy o sousónie jeszcze nie usłyszymy w innym, bardziej cywilizowanym wydaniu. Mnie ta szczerość i świeżość w zupełności wystarczają, choć jeśli miałbym sięgnąć drugi raz po któreś wino Ailalá, byłaby to treixadura.

Wygląda na to, że w Ribeiro dzieje się więcej ciekawego, niż można by wnioskować po supermarketowych “okazjach” z palomino. Jeszcze trochę, a doczekamy czasów, kiedy tamtejsi producenci przestaną mówić w kółko o cystersach, szlaku św. Jakuba, lokalnych “endemitach” i dłuższej niż Rías Baixas historii. Nowa narracja będzie wymagała marketingowej lokomotywy i w tej roli na pewno sprawdzi się treixadura.

Wina dostałem do degustacji od El Catador.

Tagi: , , , , , ,