Pouilly-Fumé na Lewym Brzegu


12/05/2016

Niewiele kawiarni zaważyło na historii życia intelektualnego Francji, a pewnie i całego świata, w tym stopniu, co Café de Flore i jej odwieczna konkurentka – Les Deux Magots.

Obydwie leżą w dzielnicy Saint-Germain-des-Prés, właściwie jedna przy drugiej. Dzisiaj dużo bardziej znana jest Café de Flore, ale nie zawsze tak było. Kiedy Oscar Wilde przyjechał do Paryża, pierwsze kroki skierował do Les Deux Magots. Café de Flore cieszyła się wówczas opinią kwatery głównej Akcji Francuskiej, była miejscem spotkań prawicy i monarchistów. Zaglądali tam co prawda Apollinaire i André Breton, ale większość elity kulturalnej Paryża przesiadywała pod “Dwoma Makakami”.

To w Deux-Magots Picasso poznał Dorę Maar. Tam białe szwajcarskie wino sączył James Joyce. Tam spędzali czas m.in. Camus, Sartre i Simone de Beauvoir. Wszystko zmieniło się, kiedy w latach trzydziestych w zagłębiu lewicowych intelektualistów zaczęło się robić tłoczno. Wtedy Sartre i spółka przenieśli się do sąsiedniej Café de Flore. Stałymi bywalcami zostali tam m.in. Raymond Queneau, Georges Bataille, Truman Capote, Yves Saint Laurent i Roman Polański.

Magnetyzm kawiarni trwa do dzisiaj, mimo że ceny dawno nie są literackie. Jej wpływ na świat francuską kulturę zdążył już się zinstytucjonalizować. Od dwudziestu lat w Café de Flore wręcza się nagrodę Prix de Flore dla młodych pisarzy. Zwycięzca bierze 6000 euro i roczny abonament na kieliszek Pouilly-Fumé w kawiarni. Jego nazwisko zostaje też wygrawerowane na specjalnym kieliszku. Ten zaszczyt spotkał już m.in. Michela Houellebecqa (młodego, bo czterdziestoletniego!) zanim jeszcze modne było go czytać (co pokazuje, że nagroda działa).

W krótkiej karcie win Café de Flore wina z Pouilly-Fumé stanowią blisko połowę pozycji. Czy tak też było w czasach Sartre’a? Wiadomo, że wina z tej loarskiej apelacji pijał tam Truman Capote, ale z pewnością nie tylko on. Co mają takiego te kamienno-dymne sauvignony, że wrosły w życie literackie Paryża? Próbowałem wyciągnąć więcej informacji u źródeł, ale adres mailowy kawiarni milczy.

Les Pierres BlanchesJedno jest pewne: nie znajdziecie w Café de Flore Nicolas Carlin Pouilly-Fumé Les Pierres Blanches 2015, które ostatnio pojawiło się w polskim Lidlu (niecałe 40 zł). Choćby dlatego, że pochodzi od winiarza, który nad Loarą jest jednoznacznie kojarzony z Sancerre (konkretnie z Domaine Carlin-Pinson). Jak widać jednak dla Lidla można nawet przeskoczyć na drugi brzeg Loary.

W rezultacie dostajemy takie Pół-Fumé. Proch strzelniczy majaczy tu w tle, w nosie dominują: melon, agrest, pokrzywa i cytrusy. W ustach panoszy się zaskakująco dojrzały owoc, który sąsiaduje z niezłą kwasowością spod znaku limonki. Mimo wszystko, jeśli zestawimy je w jednej kategorii z supermarketowymi sauvignon blanc z Nowej Zelandii, okaże się całkiem dobrym wyborem. W sam raz na taras, balkon lub do sałatki.

Z pewnością jednak bardziej niż do “Mdłości” pasuje do literatury popularnej. A że żyjemy w czasach, kiedy to w niej można znaleźć najsłynniejsze literackie wzmianki o Pouilly-Fumé, nie będzie to jakimś egzotycznym połączeniem. Już w czerwcu (czy naprawdę użyłem słowa “już”?) ukaże się w Polsce książka “Grey”. Z kart kolejnego tomu fascynującego cyklu o erotycznych przygodach Christiana Greya po raz kolejny popłynie Pouilly-Fumé. Tym razem będzie wplecione w ten błyskotliwy i czarująco enigmatyczny fragmencik, który został wybrany przez The Telegraph do zaszczytnego zestawienia najgorszych cytatów powieści:

“A sauvignon blanc would be a good icebreaker. Pulling out a serviceable Pouilly-Fumé, I watch Ana peer through the balcony doors at the view.”

Jak dzielny tłumacz przetłumaczy to na polski? Wkrótce się okaże. Oby do czerwca. Może nie będzie Prix de Flore, ale ubaw gwarantowany.

Tagi: , , , , , ,