Letni przegląd białych win


11/08/2015

W ostatnich dniach ze sklepów znikają co prawda głównie wiatraki i wentylatory, ale my wiemy swoje – latem towarem pierwszej potrzeby są białe wina. Poniżej parę dostępnych w Polsce etykiet, które poddałem próbie wysokich temperatur.

Na początek jedno z moich ulubionych win na lato, czyli falanghina. Z reguły lekka, chrupka i z przyjemnym, cytrusowo-ananasowym aromatem, nadaje się świetnie na orzeźwienie w upalne dni lub partnera dla owoców morza. Ostatnio jednak niektórzy winiarze zaczynają robić falanghiny bardziej poważne i przysadziste.

Taka jest Torre dei Chiusi Adria Falanghina 2013 od mało znanego producenta z Benevento. Zamiast świeżości cytrusów i ananasa dostajemy tu aromaty mango i banana, zamiast lekkości – 14% alkoholu i akcenty orzechowe. Brakuje tu nerwu, ale w wino broni się solidną kwasowością i całkiem przyjemnym smakiem. Jest to więc dość dobry zakup, ale niekoniecznie na neapolitańskie temperatury. Do dostania tutaj za 49 zł.

Torre dei Chiusi Adria FalanghinaTen Piemontczyk, a raczej Piemontka, wcale nie ma mniej ciała, niż kolega z południa, ale latem pije się ją z większą przyjemnością. Zresztą pewnie nie tylko latem. Cristina Ascheri Langhe Arneis 2012 od Giacomo Ascheri pachnie brzoskwinią, gruszką i ziołami, w ustach jest treściwa, poważna, z owocową głębią, a przy tym mocno wytrawna i niepozbawiona energii. Do dostania Almie za ok. 50 zł, a niekiedy, w czasie promocji, o 20 zł taniej, co jest ceną rewelacyjną.

Ascheri ArneisPora na jeden z hitów każdego lata, czyli sauvignon blanc. W tym roku głośno o nim szczególnie za sprawą pewnego Nowozelandczyka. W obliczu medialnej nośności dyskontów statystyczny wielbiciel wina mógłby sobie wyrobić zdanie, że sauvignon blanc, który budzi namiętności, musi przypłynąć z Antypodów. Tymczasem, wierzcie mi, dużo większe emocje budzi nieco mniej medialny reprezentant Doliny Loary – Domaine A. Cailbourdin Les Cornets Pouilly-Fumé 2011, który trafił do mnie jako urodzinowy prezent. Jego aromat zdominowały nuty trawy, kredy, czarnej porzeczki i nafty. W ustach wino jest solidnie kwasowe, zniuansowane i z mocno mineralnym (ale nie ostrym) finiszem. Nie dość, że jest bardzo smaczne, to jeszcze skutecznie roznieci apetyt nawet w największe upały. Do dostania w Winkolekcji i współpracujących sklepach.

Pouilly-Fume Les CornetsZostańmy przy sauvignon blanc, ale przenieśmy się niecałe 100 kilometrów do… Burgundii. Serio. Słyszeliście o Saint-Bris? Ta butikowa apelacja leży niedaleko Chablis i miała niegdyś prawo do używania na etykietach nazwy znanego sąsiada. Teraz jednak w pojedynkę pracuje na swoją renomę burgundzkiego indywidualisty. Chardonnay nie tylko nie jest tam popularny, ale wręcz skazany na degradację do mniej prestiżowej apelacji Bourgogne Côtes d’Auxerre. Co ciekawe, sauvignon blanc wcale nie szczyci się w Saint-Bris wielowiekową tradycją; został po prostu zaimportowany przez bystrych winiarzy spoglądających z empatią na sukcesy sąsiadów znad Loary.

Saint-Bris robi m.in. William Fèvre, jeden z bardziej znanych producentów z Chablis, który od ponad 15 lat znajduje się w rękach domu szampańskiego Joseph Henriot (o ich szampanie pisałem tutaj) Jego wina znajdują się od niedawna w ofercie Kondrat Wina WybraneWilliam Fevre Saint-Bris 2014 pachnie intensywnie czarną porzeczką, kwiatami bzu i grejpfrutem. W ustach rządzi rześkość, zwiewność i wysoka kwasowość, co predysponuje to wino do roli dobrego kompana gorących wieczorów.  (Cena 65 zł; otrzymałem je od importera).

William Fevre Saint BrisOd firmy reprezentującej u nas chilijską markę Concha y Toro dostałem z kolei dwa wina, które miały idealnie spisać się na letnim pikniku. Dlatego przyszły do mnie zaopatrzone w bardzo ładny kosz. Jako pierwsze powędrowało do kieliszka Frontera Chardonnay 2014, które przywitało mnie mało atrakcyjnym zapachem przejrzałych jabłek i nut zwierzęcych. W ustach poczęstowało wodą, cytrusami i alkoholem – w nie najgorszych w sumie proporcjach. Ogólnie rzecz biorąc, daleko mu jednak do prostego, orzeźwiającego chardonnay, o którym marzy się na pikniku w upalny dzień.

Frontera ChardonnayZnacznie lepiej wypada Frontera Late Harvest 2013 o aromacie jabłka i soku z winogron. Usta są proste, może trochę mdłe, ale nie przez nadmierną słodycz, ale wrażenie sztuczności. W sumie jednak pije się je bez przykrości i jeśli komuś na pikniku przyjdzie ochota na coś lekko słodkiego, a w sklepie wybór nie będzie oszałamiający, to czemu nie.

Frontera Late HarvestPrzeskakiwać od lekkich do poważniejszych win łatwo, kiedy za oknem panuje tzw. normalne lato. Przy tropikach, jakie pogoda funduje nam w ostatnich dniach, z powyższego grona na – wybaczcie określenie – ciepłe wspomnienie zasługują jedynie obydwa sauvignon blanc z Francji. Nieźle zrobiłaby im co prawda konkurencja paru rieslingów, które zdarzyło mi się spróbować tego lata, ale tym ostatnim należą się osobne wpisy.

Tagi: , , , , , , , , , , , ,