Pięć polecanych książek o winie


29/11/2015

Zbliża się zakupowa gorączka przedświąteczna. Podarowanie książki fanowi wina to jak zawsze stąpanie po cienkim lodzie. Podpowiadam, jakie pozycje wydawnicze wybrać.

W zeszłym roku opisałem pięć dobrych książek o winie. Od tamtego czasu lista praktycznie się nie zestarzała (taka branża), ale w międzyczasie wpadły mi w ręce kolejne pozycje. Większość z nich to nowości, niektóre są już trochę na rynku, ale wszystkie zasługują na to, by znaleźć się na kolejnej liście świątecznych przebojów.

“Winne Strony”, Marek KondratZnak

Kondrat Winne StronyTakiej książki jak ta jeszcze nie było. Podtytuł “Opowieść o pasji, która zmienia życie” mógłby sugerować, że będzie to autobiograficzna opowieść o przygodzie z winem. I tak trochę jest, ale nie sam Marek Kondrat jest tu najważniejszy, ale ludzie, których w czasie tej długiej przygody poznał. Sylwetki znanych i mniej znanych winiarzy z różnych regionów układają się w barwny korowód, który jest lepszym, a na pewno ciekawszym wprowadzeniem do geografii wina niż opis warunków klimatycznych i podłoża.

Co ważne, winiarze i miejsca, które Kondrat odwiedza (nierzadko w doborowym towarzystwie) opisywane są bez egzaltacji, retuszu i klisz. Dostaje się np. Toskanii, o której zwykło się mówić i pisać w nabożny sposób. Opowieści aktora układają się reportaż człowieka, który już swoje przeżył, zobaczył, spróbował i który ma do świata wina dystans, a jednocześnie ogląda go od środka, ze swobodą bywalca. Chyba nikt inny poza Markiem Kondratem (i jego doborowym towarzystwem) nie mógłby tej książki napisać.

Okładka tego nie zapowiada, ale książka jest wydana wedle modnych trendów ilustracyjnych. Można by pomyśleć, że to nie jeden z nestorów polskiego wina, ale młody bloger, który ma smykałkę do zdjęć i infografik, wziął się za tę książkę. Duże zdjęcia, przystępne mapy i grafiki oraz odważne zabawy typograficzne stanowią bodaj połowę objętości tej książki, którą nietrudno połknąć w dwa wieczory.

“Natural Wine”, Isabelle LegeronCICO Books

Natural WineW nieco podobny sposób wydana jest ta książka, napisana przez niezmordowaną orędowniczkę win naturalnych, Master of Wina Isabelle Legeron. Jeśli chcecie wiedzieć, o co chodzi z tym całym hypem na wina naturalne, z fazami księżyca i rdzennymi drożdżami, kupcie tę książkę, która jest najlepszym wprowadzeniem do świata win naturalnych. Jak na wprowadzenie znajdziecie tu zresztą zaskakująco dużo szczegółów dotyczących mikrobiologii, procesu fermentacji, certyfikacji i różnych orientacji wśród naturalistycznych winiarzy.

Jeśli mieliście winiarską naturalistykę za ściemę lub sekciarski wybryk, zobaczycie, jak mocne podstawy naukowe ma holistyczne podejście do uprawy winorośli. A może przekonają Was mikroskopowe zdjęcia, na których widać, jak na dłoni, różnicę pomiędzy składem win konwencjonalnych i naturalnych, albo relacje samych winiarzy, którzy przeszli na uprawę organiczną lub biodynamiczną. Nawet jeśli to wszystko Was nie przekona, na pewno podniesie wysoko poprzeczkę dla ewentualnych kontrargumentów. Zarówno przekonani, jak i nieprzekonani znajdą tu obszerną listę najciekawszych producentów i win naturalnych.

Całość podana jest w bardzo apetycznej formie. Sporo tu zdjęć natury, sielskich obrazków i fotek win, których nie powstydziłby się najbardziej wzięty instagramer. Książka jest dostępna w Polsce, np. w Empiku, gdzie jeszcze dzisiaj można ją zamówić za niecałe 90 zł.

“Wine Grapes”, Jancis Robinson, Julia Harding, José VouillamozPenguin

Wine GrapesTa książka ma już trzy lata, ale z racji swojego rozmiaru (kto by to wszystko przeczytał od razu?!) i rewolucyjnego ładunku ciągle jest wydarzeniem, o którym można pisać w czasie teraźniejszym. Oto słynna krytyk, master of wine z wydawniczym doświadczeniem i guru ampelografii stworzyli monumentalne dzieło, które rozpisuje na czynniki pierwsze ponad 1300 odmian – od abbuotto do zweigelta.

1300 stron, w których maczała palce Jancis wystarczą za rekomendację. Ale dla mnie największą atrakcją tej książki jest wkład Josego Vouillamoza. Ten szwajcarski doktor ampelografii z precyzją jubilera i mocą walca dobiera się do naszych utartych przekonań o odmianach winorośli. Myśleliście, że pinot noir i pinot grigio to dwie różne odmiany? Nic z tych rzeczy. Mieliście gewürztraminera za rdzenną odmianę Południowego Tyrolu? No to wiedzcie, że jest klonem kojarzonego z Jurą savagnina. Myśleliście, że odmiany wędrowały sobie w przeszłości z Bliskiego Wschodu do Zachodniej Europy, a albariño naprawdę mogło przywędrować do Galicji znad Renu? W takim razie posłuchajcie pogromcy mitów, wujka Josego. Jeśli myślicie, że to zwykłe akademickie przetasowania, bez wpływu na to, jak smakujemy wino, to znaczy, że nie wiecie, co drzemie w sercu winnego geeka.

Wydanie papierowe dostępne w Amazonie to gratka, którą każdy winomaniak chciałby mieć na półce, tym bardziej że ważną częścią tego dzieła są grafiki odmian i ich drzewa genealogiczne. Kto jednak nie chciałby wydawać 100 funtów, może przeznaczyć połowę z tego za wersję na Kindle’a. A jeszcze lepiej – tę opcję polecam wszystkim właścicielom iPhone’ów i iPadów – kupcie wersję na iOS za jedyne 20 euro. Dzięki temu będziecie mogli nosić tę bryłę zawsze w kieszeni, a wiedzcie, że bardzo przydaje się w czasie podróży po winnych regionach, w korku i w tramwaju.

Wino, André Dominéh.f. ullmann

Andre Domine WinoKolejne monumentalne dzieło, tym razem w polskim tłumaczeniu. Na prawie tysiącu stron można dowiedzieć się sporo o regionach, o których nie przeczytacie w innych miejscach. Luksemburg? Wyspy Kanaryjskie? Kanada? Japonia? Proszę bardzo. W tej książce nie pomija się żadnego miejsca, w którym powstają wina co najmniej przyzwoite (oprócz Polski).

W porównaniu z pozostałymi pozycjami w zestawieniu trochę szwankuje tu strona graficzna. Najnowsze etykiety sugerowanych win pochodzą z 2006 r., a większość zdjęć jest na oko 10 lat starsza. O ile jednak to nie jest większym problemem, o tyle trudno przeoczyć niezręczności, czy wręcz błędy translatorskie. Bardzo dobrze przetłumaczona część o Francji, w której znać rękę specjalistów, kontrastuje choćby z częścią włoską, która nie miała szczęścia do tłumaczy. W jednym, krótkim akapicie mowa jest np. o “wybornym” lambrusco eksportowanym na cały świat (chodziło pewnie o słodkie amabile) i doskonałych winach od Cleto Chiarli z – uwaga! – 1860 r. (chodziło oczywiście o nazwę marki – Chiarli 1860). Ktoś, kto myślał, że na rynku można znaleźć jeszcze lambrusco z połowy XIX w. na winach z pewnością się nie znał, a już na pewno nie zadał sobie pytania, czy to w ogóle możliwe.

A jednak przy całym ładunku merytorycznym, szczegółowych informacjach i niezawodnym przewodniku po najlepszych producentach, na te potknięcia można przymknąć oko. Czytając “Wino”, na myśl przychodzą encyklopedie, które chociaż zazwyczaj nie porywają stylem i zdjęciami, to jednak dają wiedzę, której w innych książkach, albo w internecie próżno szukać. A w domu, wiadomo, encyklopedia musi być.

“Alkoholowe dzieje Polski”, Jerzy BasalaZysk i S-ka

Alkoholowe dzieje PolskiTytuł bardzo dobrze oddaje zawartość książki. Nie jest to w żadnym razie historia alkoholu w Polsce, nie znajdziemy tu danych o konsumpcji, uprawianych szczepach, ani areale winnic na dawnych ziemiach polskich. Nie dostaniemy też tylu źródeł, co w Historii kulturowej wina francuskiego w Polsce Doroty Dias, ani tym bardziej tak inspirujących wniosków dotyczących polskich gustów. Jest to po prostu historia Polski od Mieszka do Stanisława Augusta zakrapiana alkoholem.

Jeśli chcemy wiedzieć, co popijali nasi królowie, jak rzadko bywali trzeźwi słynni ekscentrycy w rodzaju Karola Stanisława Radziwiłła “Panie Kochanku”, jak zmieniały się poglądy na temat spożycia wina Jana Kochanowskiego, albo jak skończyli ostatni Piastowie Mazowieccy – nie zawiedziemy się. Obok tych części biograficznych, które stanowią lwią część tej książki, dowiemy się też jednak, że w renesansie organizowano w Polsce sympozjony, że Bona zakładała na Mazowszu winnice (w Ujazdowie i Czersku), w jakich lokalach pijano wino w Krakowie i we Wrocławiu i jak następowały po sobie mody na opilstwo i umiarkowanie (na to drugie nieco rzadziej).

Wielką zaletą tej książki jest to, że rzuca trochę światła na jedyny okres, kiedy w Polsce uprawiano winorośl na większą skalę, czyli średniowiecze. O ile inne prace syntetyczne w kontekście początków polskiego winiarstwa pomijają często Śląsk, o tyle tutaj dostajemy garść wiedzy na temat regionu, który winorośl nasadzał najwcześniej i najbardziej obficie. Bardziej ogólna refleksja, jaka nasuwa się po przeczytaniu tej książki, jest taka, że właściwie nie wiadomo, dlaczego historia Polski z alkoholem na pierwszym planie pojawia się dopiero teraz.

Dwie z tych książek nie doczekały się wydania polskiego i zapewne jakiś czas się jeszcze nie doczekają. Od momentu ich wydania na świecie pojawiło się zresztą sporo kolejnych ciekawych pozycji, które szanse na polskie tłumaczenie mają jeszcze mniejsze, ale to już temat na kolejne wpisy. Tymczasem miłej lektury!

Tagi: , , , ,