Pouilly-Fuissé o ósmej


1/05/2016

Skąd bierze się moda na dany styl wina lub region? Dlaczego Pouilly-Fuissé w latach siedemdziesiątych przeżyło swoje pięć minut, a później nigdy nie zbliżyło się do tamtego powodzenia?

Co sprawia, że w jednej dekadzie modne są wąskie krawaty, a w drugiej szerokie? Dlaczego zmienia się szerokość klap marynarki, kołnierza koszuli, dekolt itd.? Dlaczego w jednej dekadzie ekstraktywny cabernet sauvignon i beczkowany chardonnay święcą triumfy, a w innej stają się obciachem? Dlaczego sponiewierany merlot nagle wraca do łask, podobnie jak lambrusco? I wreszcie: czy jest jakaś strukturalna zależność pomiędzy, dajmy na to, prążkowanymi garniturami i różowymi krawatami z przełomu wieków a stylem Parkerowskim?

Zapytajmy wprost: czy Parker był tylko dzieckiem epoki, koniecznością dziejową, nadbudową, częścią episteme, elementem strukturalistycznej układanki, czy może pełnokrwistym kreatorem mody. Czy jego gust ma coś wspólnego z “American Psycho”? Dlaczego, zanim pojawił się na scenie, krzykiem mody było mineralne Pouilly-Fuissé, a nie bananowe chardonnay?

Spróbujmy najpierw cofnąć się do czasów wojny, kiedy to Burgundia została podzielona pomiędzy niemieckie władze okupacyjne i państwo Vichy. W północnej części Niemcy zażądali stworzenia nowych premiers crus, chcąc w ten sposób uzyskać większe wpływy z podatków. W Mâconnais nikt tego nie zażądał i Pouilly-Fuissé wyszło z wojny nietknięte tą prestiżową klasyfikacją.

Mimo to, a być może właśnie dzięki temu, zaczęło podbijać Amerykę na długo, zanim zrobiło to Chablis. Kiedy do naszych rodziców docierała głównie centralnie planowana moda winiarska ze słonecznych Węgier i Bułgarii, Pouilly-Fuissé przeżywało swój boom za oceanem. Daryl Hall & John Oates śpiewali w latach siedemdziesiątych w przeboju Intravino:

Six o’clock gotta have Beaujolais
Eight o’clock I open up Pouilly-Fuissé

Niejaki Jimmy Buffet śpiewał z kolei w niewyszukanym muzycznie utworze Landfall:

Oh, I love the smell of fresh snapper fried lite
What’d you say, Pouilly-Fuissé could round out the night

Jak wino znane dzisiaj głównie koneserom trafiło wówczas do popkultury i stało się synonimem rześkiej, europejskiej bieli? Czy zaważyła melodyjna nazwa, czy cena, oczywiście niższa od renomowanych win z Côte de Beaune? Musiało to być to coś na tyle chwytliwego, że nie najlepsza ponoć jakość nie odstraszała ówczesnych klientów.

Tak czy siak, moda ta skończyła się w latach osiemdziesiątych, kiedy to Amerykanom zaczęły się podobać bardziej przysadziste chardonnay, a burgundzcy winiarze zamiast sprzedawać swoje grona hurtownikom sami wzięli się za robienie win. Paradoksalnie, zmierzch mody oznaczał poprawę jakości, za którą poszedł znaczący wzrost cen.

Jean Curial Pouilly-Fuisse 2011Dzisiaj w Polsce nie jest łatwo dostać butelkę z tej apelacji za mniej niż 100 zł. Jedna z nich stoi na półkach wrocławskiej Winnicy na Solnym, o której pisałem jakiś czas temu na Winicjatywie. Nazywa się Jean Curial Pouilly-Fuissé 2011 (98 zł) i pochodzi od butikowego producenta z Mâconnais. Pachnie cytrusami, jabłkami, migdałami i nutą mineralną. Usta, jak na Pouilly-Fuissé przystało, są treściwe, ale jednocześnie smukłe, sprężyste i z mineralnym tłem. Nie jest to materiał na dozgonną miłość, ale na chwilowe uniesienie – z pewnością.

Jeszcze 10 lat temu niektórzy wieszczyli, że po tym, jak Pouilly-Fuissé zaczęli się interesować m.in. Domaine Leflaive i Louis Jadot, region będzie mógł za jakiś czas konkurować z Meursault. Nic z tego nie wyszło; Pouilly-Fuissé pozostało prymusem na lokalnym podwórku i nadal nie działa na wyobraźnię jak największe wina Côte de Beaune. Być może coś zmieni się za dwa lata, kiedy mają pojawić się tam pierwsze premiers crus. Póki co nawet zespoły indie rockowe nazywają się Meursault, a nie Pouilly-Fuissé.

Źródło wina: zakup własny

Tagi: , , ,