Degustacja u książęcej pary


29/06/2014

Traf chciał, że najbardziej znana i ceniona winnica Saksonii mieści się na samym północno-zachodnim krańcu regionu. Dotarcie do niej zajmuje trochę czasu, ale warto przejechać kawałek, by zobaczyć piękny widok na Miśnię, zrozumieć historię regionu i spróbować saksońskiego grand cru.

Jadąc na rowerze w kierunku Schloss Proschwitz minąłem Miśnię, obiecując sobie, że obejrzę ją dokładniej w drodze powrotnej. Zaraz za kolebką porcelany zaczyna się piękna dróżka rowerowa wzdłuż Łaby, której towarzyszą ciężkie od owoców drzewa czereśniowe. U jej końca znajduje się ostry podjazd prowadzący bezpośrednio do wysoko położonej, urokliwej wioski Zadel. Tam znalazłem cel wycieczki, który wciągnął mnie na parę dobrych godzin.

Para książęca zur Lippe“Schloss” w nazwie winnicy nie zawsze zobowiązuje, ale tutaj mamy do czynienia z najprawdziwszym zamkiem i rodem książęcym. O starej, niemieckiej rodzinie arystokratycznej zur Lippe wspomniana się po raz pierwszy w XII w. Od co najmniej XVIII w stanowili oni jeden z bardziej wpływowych rodów Saksonii. W 1945 r. rodzinie odebrano winnice i zamek Proschwitz, więziono i przesiedlono do Zachodnich Niemiec. W 1997 r. potomkowi rodu, księciu Georgowi udało się odkupić winnicę, a następnie – pod długich negocjacjach – także zamek Proschwitz.

Dzisiaj, wspólnie z żoną, księżną Alexandrą (na miejscu nietrudno zorientować się, że Niemcy wciąż są przywiązani do arystokratycznej tytulatury) zarządza jeszcze dwoma winnicami, w tym jedną w okolicach Weimaru. W sumie daje to niespełna 90 hektarów, z czego na Schloss Proschwitz przypada 52, zaś na Kloster Hailig Kreuz Maissen po drugiej stronie Łaby – 36 hektarów. Największą powierzchnię upraw zajmuje grauerburgunder (pinot gris), müller-thurgau, weissburgunder (pinot blanc), scheurebe, dornfeleder, spätburgunder (pinot noir), elbling i goldriesling. Zamek szczyci się doskonałymi warunkami naturalnymi: południową ekspozycją winnic, mikroklimatem Łaby i podłożem granitowo-lessowym.

Schloss ProschwitzKsiąże zur Lippe najbardziej dumny jest z burgundzkich odmian, ale międzynarodowy rozgłos zyskują także jego rieslingi i scheurebe. Schloss Proschwitz był pierwszą wschodnioniemiecką winnicą, która już w 1996 r. weszła w skład elitarnego klubu Verband Deutscher Prädikats- und Qualitätsweingüter (VDP), zrzeszającego najlepszych niemieckich producentów. Od niedawna stosuje także świeży, inspirowany francuskim, system klasyfikacyjny VDP, na który składają się Gutswein, Ortswein (odpowiednik village), Erste Lage (premier cru) i Grosse Lage (grand cru).

Proschwitz GolrieslingDzięki uprzejmości księżnej miałem okazję spróbować siedmiu win. Na przystawkę polubiłem Schloss Proschwitz Goldriesling Trocken 2013 (10 EUR), czyli saksońską specjalność zakładu, którą uprawia się w całych Niemczech na zaledwie 16 hektarach. Goldriesling różni się od rieslinga, od którego się wywodzi, większą delikatnością i tropikalnymi aromatami. Ten podstawowy pachnie ananasem, liczi i cytrusami, usta ma bardzo bardzo świeże, mineralne, z lekkim, tropikalnym owocem. Wydaje się stworzony na letni aperitif, ale podobno świetnie sprawdza się też do szparagów.

Proschwitz ElblingSchloss Proschwitz Elbling  2013 (10,50 EUR) to kolejny reprezentant saksońskich specjałów. Choć elblinga ciągle więcej jest w Mozeli czy Luksemburgu, coraz częściej kojarzy się go z Doliną Łaby, gdzie był ponoć dominującą odmianą w średniowieczu. Tutaj dostajemy już zdecydowanie cięższą wagę. Aromaty przejrzałego jabłka, gruszki i mandarynki kontrastują z wysoką kwasowością i intensywną mineralnością w ustach. Jakby tego było mało, dochodzi jeszcze trochę cukru resztkowego. Całość prezentuje się okazale i ciekawie, szczególnie po paru łykach. Nie miałem akurat sushi pod ręką, ale ta stara odmiana jest ponoć oczywistym połączeniem z dalekowschodnią kuchnią.

MiśniaTeraz wspinamy się o szczebel wyżej na drabince VDP, czyli do poziomu Ortswein. Schloss Proschwitz Scheurebe Ortswein 2012 (13,50 EUR) powstaje z owoców z ulokowanej nieopodal zamku winnicy, z której roztacza się piękny widok na panoramę Miśni. Oprócz niego zachwycają bujne róże, które nasadza się tu w celach ostrzegawczych, jako że szybciej niż winorośl zdradzają syndromy chorób. To sheurebe przypomina nieco sauvignon blanc, pachnie agrestem, trawą, cytrusami i liczi. W ustach wyczuwa się słodycz i ma wrażenie kwiatowej eksplozji, która nieco kontrastuje ze świeżością poprzedników.

Weissburgunder TrockenTeraz przenosimy się już na drugą stronę Łaby, do Klasztoru Świętego Krzyża. Do czasu inwazji filoksery w XIX w. winnic po południowej stronie rzeki było nie mniej niż po północnej. Dzisiaj winorośle wygrzewają się już praktycznie tylko na południowych zboczach północnego brzegu Łaby. Georg zur Lippe próbuje to zmienić, obsadzając tereny starych winnic w okolicach pozostałości cysterskiego klasztoru. Trzeba powiedzieć, że z niezłym skutkiem. Kloster Heilig Kreuz Weissburgunder Erste Lage 2012 (16 EUR) to już nie przelewki. Nos tego pinot blanc jest intensywny, z wyraźnymi nutami kwiatów, orzechów, brzoskwini i cytrusów, a usta kremowe, z wyraźną kwasowością.

Weissburgunder GGZ gron zebranych w okolicach klasztoru powstaje także lokalne grand cru. Kloster Heilig Kreuz Weissburgunder GG Grosse Lage 2012 (24 EUR) to już znacznie dłuższy kontakt z beczką, co skutkuje wyraźnie wyczuwalną wanilią i karmelem. Do tego dochodzą aromaty liczi i miodu. Wino ma moc aż 14,5 %, którą przykrywa jednak dyskretnie aromatyczne bogactwo i elegancki krój. W ustach powoduje długi błogostan, intryguje i przywodzi do optymistycznych (nazbyt?) prognoz rozwoju winiarstwa zachodniej Polski.

Proschwitz Weissburgunder GGWracam w okolice zamku i próbuję grand cru z Północy, czyli Schloss Proschwitz Weissburgunder GG Grosse Lage 2011 (24 EUR). Tutaj beczka objawia się cynamonem, który dobrze komponuje się z aromatami dojrzałej gruszki, jabłek i orzechów laskowych. W ustach delikatność, ekstraktywność i sporo żywej kwasowości, ustępującej miejsca mineralnej, wręcz słonej końcówce. Chciałoby się wypróbować to wino do jakiejś tłustej ryby.

FruhburgunderWreszcie próbuję wina czerwonego, Kloster Heilig Kreuz Frühburgunder Erste Lage 2011 (25 EUR), które w krainie bieli zaskakuje elegancją, gładkością i wyważeniem. Frühburgunder, zwany też madeleine noir, czyli wcześnie dojrzewająca wersja pinot noir uprawiana jest także w Polsce. Ten z Proschwitz jest bardzo jasny i pachnie intensywną wiśnią i truskawką. W ustach jest zwiewny i aksamitny. Beczka jest dyskretna i nie wchodzi w polemikę z żywym, przyjemnym owocem. Wino sprawdzi się podobno z grzybami, ale jego świeżość sprawia, że w lecie chce się je pić solo, najlepiej na świeżym powietrzu.

Schloss Proschwitz2Czuć w tych wszystkich winach precyzję i dużo “światowości”, do czego rękę przyłożył zapewne Jacques Du Preez, ściągnięty z RPA enolog o francuskich korzeniach. Ich degustacja okazała się zdecydowanie najdłuższą, w jakiej miałem przyjemność uczestniczyć, bo splotła się z solidną dawką zwiedzania winnic, piwnic, zamku i okolic, wykładami o historii rodziny i idealnych połączeniach kulinarnych dla lokalnych win. W rezultacie zrobiło się późno, z wizyty Miśni wyszły nici i wróciłem do domu bez jednej chociaż filiżanki do espresso. 

Tagi: , , , , ,