Wyszperane okazje: szampan, Sardynia i Gruzja


7/04/2015

Wiosna to już tradycyjnie czas przecen na półkach z winami. Sporo mówi się o dyskontach, ale nieco w cieniu dwóch głównych graczy ceny tną także inni i gdzieniegdzie można wyłowić ciekawe okazje.

Sądząc po komentarzach w sieci, przeczesywanie półek z winami w poszukiwaniu okazyjnych cen to sport, którego popularność rośnie w tempie porównywalnym tylko do biegania. Prawdziwi zawodowcy potrafią spędzić w dobrze zaopatrzonym sklepie czas, który zajęłoby im przebiegnięcie 10 km, a pewnie i półmaratonu. Są też sprinterzy, którzy w mig wychwytują na półce pełnej słabych win najciekawsze oferty.

Dobrym miejsce dla sprintu jest Auchan, który przecenił ostatnio sporo win francuskich. Zdecydowana większość z nich nie zachęca do kupna, ale zupełnie przyzwoicie wypada np. Jean-Paul Godinat La Paulaie Saumur Champigny 2012, o którym pisałem ostatnio. Sporo dzieje się też na półce z szampanami, gdzie przeceniona jest większość etykiet. Taki De Venoge Cordon Bleu Brut zaliczył spadek ze 132 na 90 zł. I jest to niezła cena za aromaty dojrzałego jabłka, gruszki, cytrusów, dymu i waniliowej babki oraz sycące i długie usta z porządną kwasowością.

Champagne de Venoge Cordon BleuAlma z kolei przeceniła nieco mniej win niż przed rokiem, wśród nich Nina Ananiashvili St. Helene Kisi 2010 – z 36 na 26 zł. Dzięki temu dostajemy najtańsze chyba w Polsce wino z kwewri. Produkuje je słynna gruzińska primabalerina, a właściwie jej mąż, Grigol Waszadze, były minister dyplomacji i kultury Gruzji, który posiada niewielką winnicę w Kachetii. Oczywiście nie ma co liczyć tu na wyżyny gatunku, ale za to wino jest całkiem przystępne. Sytuuje się gdzieś w połowie drogi między winem konwencjonalnym a kwewrową bezkompromisowością i jako takie może być niezłym wprowadzeniem do gruzińskiej amfory.

Ananiashvili St. Helene KisiPachnie suszonymi owocami, rumiankiem, gruszką, nutą mineralną, ale i karmelem, który wskazuje, że wino mogło mieć kontakt nie tylko z gliną. Usta są płaskie, taniczne i ze słodkimi akcentami,  które równoważy wysoka kwasowość. W tej cenie warto go spróbować.

Ale największym odkryciem było dla mnie Cantina del Bovale Sinnos 2011 wyszperane we wrocławskiej Winotece za 49 zł. Pochodzi z tajemniczej apelacji Isola dei Nuraghi, za którą skrywa się Sardynia (i parę sąsiednich wysepek). Dość tajemniczy wydaje się też skład tego wina: bovale (40%), cannonau (30%) i monica (30%). Ta ostatnia, wydajna odmiana występuje praktycznie tylko na Sardynii i dobrze czyje się w kupażach i winach stołowych. Dwie pierwsze są dobrze znane fanom hiszpańskich win pod nazwą graciano i garnacha. Co ciekawe, włoscy i hiszpańscy ampelografowie toczą spór o to, czy garnacha pochodzi z Aragonii czy właśnie z Sardynii.

Jedno jest pewne – Hiszpanie powinni uczyć się od swojej dawnej kolonii robienia takich kupaży ze swoich odmian (monicę podobno też przywieźli na wyspę Aragończycy). Wino jest po prostu bardzo smaczne, soczyste, nietknięte beczką i świeże. Pachnie wyraźnie dojrzałą wiśnią, której towarzyszą dyskretne nuty warzywne. W ustach dają o sobie znać dziarskie taniny i czekoladowe akcenty, a całości dobrze robi kąpiel w karafce. Za niewysoką cenę dostajemy kawał szczerego wina, do którego chce się wrócić.

Cantina del Bovale SinnosWszystkie wina pochodzą z zakupu własnego.

Tagi: , , , , , , , , , ,