Beaujolais przez duże L


19/11/2015

Dzisiaj trzeci czwartek listopada, a to oznacza, że beaujolais nouveau znów est arrivé. Można kręcić nosem na komercyjny wymiar tego święta, można psioczyć na styl i jakość, ale przecież sama idea świętowania kieliszkiem młodego wina to świetny pomysł na listopadowy wieczór. A kto nie chce popijać nouveau, może zawsze sięgnąć po coś poważniejszego.

Pisałem jakiś czas temu o tym, dlaczego jedne wina stają się kultowe, a inne nie. Zdaje się, że nie chodzi tylko o smak, ani tym bardziej cenę, ale dobrą historię, najlepiej z terroirystycznym wątkiem. Jeśliby pokusić się o stworzenie listy najbardziej kultowych win ostatnich lat, to, ku zaskoczeniu wielu,  w pierwszej dwudziestce znalazłoby się zapewne jedno beaujolais – Marcel Lapierre Morgon. Nie dlatego, że bije na głowę największe wina świata, ale dlatego, że nie bijąc tamtych na głowę, sprawia na moment, że kompletnie się za nimi nie tęskni.

Marcel Lapierre MorgonKiedy ostatnio spróbowałem rocznika 2013, przypomniałem sobie, jak prostą rzeczą jest w gruncie rzeczy picie wina. Kręcimy kieliszkiem, wąchamy, rozmyślamy, klasyfikujemy, rozprawiamy, ale w pewnym momencie i tak przyjdzie wino, które rozłoży nas na łopatki ot tak; sprawi, że odłożymy na bok ciągle otwarty notes w naszej głowie i przeskoczymy na drugą półkulę, gdzie słownik degustacyjny nie ma wstępu. Tak było z tą butelką, którą opróżniałem bez najmniejszej refleksji, do momentu, aż zorientowałem się, że przecież trzeba o niej coś napisać.

Znajdziecie w tym winie starych znajomych: czereśnie, maliny, róże i fiołki. Ale wszystko zamknięte w lekkim, sprężystym ciele, zmysłowe, roziskrzone przenikliwą kwasowością, pełne wigoru, niezmordowane, a do tego nienarzucające się, jakby nieświadome swojego uroku.

O tym winie i jego producencie napisano już bardzo wiele. Pisał o nim Wojtek Bońkowski, pisała Marta Wrześniewska, pisało wielu blogerów. Rocznik 2013 wyszedł już spod ręki Mathieu, syna Marcela, który zmarł 5 lat temu. Na tym filmie możecie zobaczyć, jak dobrym mówcą i teoretykiem był Lapierre senior.

Lapierre MorgonJego legenda ma swój początek w 1981 r., kiedy to poznał Julesa Chauveta, chemika i pioniera ruchu naturalnego we Francji (to był zresztą ten sam rok, w którym Nicolas Joly poznał w Paryżu Rudolfa Steinera). W następnych latach postawił na uprawę organiczną, selekcję gron, rdzenne drożdże i późne zbiory, stając się twarzą renesansu bożoleskiego winiarstwa.

Dzisiaj Mathieu podkreśla, że kontynuuje dzieło swojego ojca, jak widać ze świetnym rezultatem. Ma też smykałkę do promocji, bo to on wymyślił dość znany w światku winiarskim kalendarz, który powstał notabene w czasie zbiorów rocznika 2013. Oto pracownicy uczestniczący w zbiorach pozują do zdjęć nago, jak ich Pan Bóg stworzył. Efekt jest co najmniej ciekawy. Kto powiedział, że legenda nie potrzebuje czasem marketingowego wsparcia?

Lapierre Morgon 2013(Morgon poleca się często do kaczki, kurczaka, perlicy, wędlin albo dań wegetariańskich. Lapierre’a sparowałem eksperymentalnie z burgerami z buraka. Połączenie fajne, choć nie wykorzystuje do końca potencjału świdrującej kwasowości wina).

Kupiłem je w Winoblisko (cena: 78 zł).

Tagi: , , , , ,