Zasada krążenia wina


30/03/2014

Co może być interesującego w grupie facetów upijających się do nieprzytomności pośród śpiewów, pijackich konkursów, szyderstw, sprośnych żartów, a czasem i bójek? To, że stanowią razem jeden z fundamentów zachodniej cywilizacji.

Tak można by w dwóch zdaniach streścić sympozjon, całonocną imprezę arystokratów w starożytnej Grecji. Oprócz picia na umór jego uczestnicy przestrzegali ściśle określonych rytuałów, słuchali poezji i muzyki, przerzucali się erudycyjnymi żartami, wymieniali ciętymi ripostami, podrywali podczaszych i hetery, a po wlaniu w siebie wina podawali kielich do kolegi po prawej. Ten ostatni szczegół okaże się decydujący, ale o tym za chwilę.

Sympozjon jest jedyną bodaj imprezą pijacką, która doczekała się w ostatnich latach żywego zainteresowania historyków. Jednym z nich jest światowej renomy znawca tematyki, dr hab. Marek Węcowski z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego napisaną z rozmachem książkę „Sympozjon czyli wspólne picie” warto polecić wszystkim, także tym umiarkowanym, fanom wina.

Wino chrzczone

Zanim uczestnicy sympozjonu rozkładali się wygodnie przed kielichami, przechodzili przez drobiazgową ścieżkę rytuałów. Jednym z nich było picie czystego wina. To był ostatni raz, kiedy musieli wykrzywiać twarz, by to zrobić. W czasie biesiady pito już tylko wino rozcieńczone i to w takich proporcjach, że większość stanowiła woda. Wypada dodać jednak, że około 3 litry rozcieńczonego wina na głowę stanowiły nie lada wyzwanie.

Generalnie picie wina czystego Grecy zostawiali barbarzyńcom. Herodot donosi o królu Scytów Klemensie, który w wyniku upodobania dla czystego wina zwariował. Ale jeszcze większym barbarzyństwem wykazywali się zdaniem Greków Celtowie, którzy wino chrzcili piwem.

Sympozjon

© Marie-Lan Nguyen / Wikimedia Commons

Podczas sympozjonu wina nie łączono z mięsem. Jadło się je się przed zmrokiem, tak by w nocy skupić się już tylko na winie. Obostrzeń było zresztą znacznie więcej. Nie można było pojawić się z żoną. Zabrać można było ewentualnie syna lub młodszego brata.W imprezie uczestniczyć mogli jedynie arystokraci lub pretendenci do elity, ale egalitarna organizacja umożliwiała zawieszenie różnic stanowych i majątkowych na czas trwania libacji.

Konkursy

Grecy rozkochani byli w pojedynkach, sporcie, rywalizacji, słowem w agonie. Nie mogło go zabraknąć także przy stole, a właściwie na podłodze, bo wino popijano w pozycji leżącej. Pozycja ta jest nawiasem mówiąc jedną z najbardziej palących kwestii w sporach historyków. Konkursów było wiele. Jeden z nich polegał na ustaniu na jednej nodze na skórzanym bukłaku natartym oliwą, inny na strąceniu talerzyka na metalowym drążku kroplami wina, które pozostały w kielichu. Można było też na przykład kazać łysemu czesać się grzebieniem.

Najbardziej rozczulający z naszej perspektywy wydaje się konkurs picia wina z kielichów wielkości wiadra. Szło o to, by nie uronić kropli, co oczywiście ku uciesze zebranych okazywało się niemożliwe. Całe to chlubne dziedzictwo pozwala nieco bardziej życzliwym okiem spojrzeć na współczesne pojedynki pijackie, choć z reguły nie wino jest w nich głównym atrybutem. I z reguły brakuje w nich elementów poetyckich i erudycyjnych roszad.

Moraliści

Ci, którzy o zmierzchu trzymali się jeszcze na nogach, wychodzili na ulice tworząc pijacki pochód (komos), którego elementy składowe brzmią zaskakująco znajomo: tańce, śpiewy, zaczepianie przypadkowych przechodniów i demolowanie publicznego mienia.

Jak można się domyślić, nawet w starożytnej Grecji nie wszystkim te zwyczaje przypadły do gustu. Homer jako jeden z pierwszych wyrażał swój niesmak nazbyt egalitarną organizacją sympozjonu. Spartanie, jak to Spartanie, patrzyli na sympozjon nieco baczniejszym od Ateńczyków okiem i wprowadzili zakaz powrotu do domu w świetle pochodni. Miało to zdaniem pomysłodawców prowadzić do picia, by tak rzec, lapidarnego i uniemożliwić doprowadzenie się do żenującego stanu.

Winne źródło demokracji

Autor lwią część książki poświęca pochodzeniu sympozjonu, umiejscawiając je już w IX w. p.n.e., a więc czasach przedhomeryckich. Znacznie ciekawsze się wydały mi się jednak polityczne reperkusje zabawy i etyczny duch, jaki jej przyświecał. Okazuje się, że w całej tej błazeńskiej popijawie jest metoda. Wierzcie lub nie, ale pijąc i śpiewając, Grecy wykuwali konstytutywne dla greckiej polis i całej zachodniej demokracji wartości.

Mamy tu ducha wspólnoty, równość, erystykę, erudycję i konkurencję, a więc podwaliny europejskiej sfery publicznej. Paradoksalnie mamy też umiar, bo jednym z celów sympozjonu była naturalna selekcja tych, którzy łatwo się kompromitowali niedostatkiem kultury. Sympozjon jawi się więc jako swego rodzaju agora w pigułce, która przygotowuje do aktywności politycznej.

Antropologia antykuMamy tu także kwintesencję antycznego ideału wolności. Grecy mieli bzika na punkcie wyraźnego rozgraniczenia sfer wolności i konieczności, podobnie jak tego, co prywatne i tego, co publiczne. Mieli też bzika na punkcie doskonałości, nic dziwnego zatem, że stworzyli sympozjon, czyli wolność par excellence. Grecy uznawali przyjemność za stan wolności od konieczności, tego co zdeterminowane i narażonego na konsekwencje. Tak rozumiana wolność w absolutnym wydaniu przypadała w udziale tylko bogom, ale jej cząstkę odnajdowali Grecy w sympozjonie.

Zasada krążenia kielicha

Kluczowa w wymiarze „polityki biesiadnej” była skrzętnie przestrzegana zasada krążenia kielicha do prawej. Ten rytuał odróżniał Ateńczyków od mniej egalitarnych mieszkańców Grecji. Kielich krążył z rąk do rąk, wyznaczając okrąg imprezowiczów, a tym samym swoistą topografię równości. Ten element okazuje się mieć kluczowe znaczenie w rozumieniu greckiej biesiady i jej politycznych konsekwencji. Interesujące wydaje się spojrzenie przez jego pryzmat na dzisiejsze spotkania towarzyskie przy winie. Ciężko wyobrazić dziś sobie braterstwo kieliszka. Podobnie jak pozycję leżącą, z której powrotem mogłyby się dzisiaj wiązać pewne komplikacje.

Książka jest do kupienia na stronie wydawnictwa. Niedawno ukazała się też po angielsku nakładem wydawnictwa Oksfordu. Zainteresowanym tematyką polecam też świetny wybór tekstów „Antropologia antyku greckiego”. Jeden z rozdziałów autorstwa Marka Węcowskiego mówi o winie jako źródle kultury. Ciekawy wywiad z autorem do odsłuchania na stronie Dwójki.

Tagi: , , ,