Zapach piwniczki Tamása Póka


29/10/2016

Zdarza się, że w regionie winiarskim, który odwiedzam, idąc ulicą, albo polną drogą, staję nagle jak wryty, bo dobiega mnie aromat, który nie dawał mi spokoju w tamtejszych winach.

Wącham wtedy każdą roślinę w pobliżu, żeby wyabstrahować tę jedną nutę. Tak natknąłem się na Sycylii na zapach wygrzanych w słońcu liści figowca, który występuje w wielu tamtejszych nero d’avola, a w Douro, gdzie byłem ostatnio – liści drzewa oliwnego. W Egerze zaś wiele win pachniało mi piwniczką Tamása Póka. I to jeszcze zanim to sobie uświadomiłem.

Winnica Tamása Póka

Winnica Tamása Póka

Całkiem możliwe, że piwniczka Tamása Póka pachnie jak inne piwniczki w regionie, a nawet jak inne piwniczki na świecie, ale jeśli tak, egerskie wina częstują tym zapachem najbardziej obficie. Czy można by to nazwać elementem terroir, czy kwestią higieny – nie mam pojęcia, ale z pewnością jest jest to jakiś element egerskiej stylistyki.

Kto chciałby poznać ten aromat u źródeł i odwiedzić piwniczkę, nie będzie mieć łatwego zadania. Mijając kolejne domy i piwniczki na wąskiej drodze przy wjeździe do Egeru od strony autostrady, ciężko dostrzec cokolwiek, co powiedziałoby, że ta właśnie należy do Póka. Takie rzeczy jak wywieszony numer domu lub tabliczka informacyjna wydały się właścicielowi zbędne. No dobrze, tabliczka jest, ale co z tego, skoro tak zarosła liśćmi, że jej nie widać. Można to zresztą odczytać metaforycznie – jako triumf natury nad marketingiem. Sęk w tym, że ktoś, kto usilnie szuka adresu, niespecjalnie będzie takim triumfem uradowany.

Piwniczka należała jeszcze do dziadka Tamása. Wydrążona w skale, przypomina zapewne dziesiątki innych, starych piwniczek-grot w regionie. Przez lata nikt jej nie używał. Tamás pokazuje mi tam między innymi gąsiorek z eksperymentalnym winem pomarańczowym i beczki, które oznacza skrótem VA. Lotna kwasowością wynika oczywiście z minimalnego siarkowania, ale w odpowiednich ilościach wznosi aromaty jego win w pożądane, bardziej zmysłowe rejestry.

pok-tamasTamás Pók to jedna z najtęższych głów węgierskiego winiarstwa. Od ponad trzydziestu lat zajmuje się enologią, a ścieżki naukowej kariery poprowadziły go m.in. do Kalifornii. Dzisiaj jest szanowanym wykładowcą na egerskim uniwersytecie. Nie zawsze prowadził własny biznes. Jako enolog pracował m.in. dla Monarchii, dużego producenta, który po odejściu Póka eksperymentował z nowoświatową stylistyką. Po tym, jak uwolnił się od „oczekiwań rynku”, przeszedł na uprawę organiczną i nieinterwencjonistycznej winifikacji. Nie stwarza przy tym wrażenia wizjonera pozbawionego pragmatyzmu.

Swoją pierwszą winnicę nasadził jeszcze 1984 r. W latach 90-ych starał się kupować działki w winnicach należących przed laty do jego dziadka. Dzisiaj należy do niego ok. 10 hektarów ziemi, na których uprawia cabernet franc, leánykę, furminta, hárslevelű i kékfrankosa. Ta ostatnia odmiana świetne efekty daje na słynnym wzgórzu Eged, skąd pochodzi Kékfrankos Nagy-Eged 2011.

pok-tamas-nagy-eged-kekfrankosWino dojrzewało 20 miesięcy w beczce. Pachnie wiśnią, owocami lasu, śliwką, pieprzem i odrobiną lotnej kwasowości. W ustach eksploduje fantastyczny owoc, koncentracja, głębia i kwasowość, która trzyma to wino w pionie. 

Nawiasem mówiąc, warto wdrapać się na Eged, który góruje nad miastem i dzięki specyficznemu terroir (m.in. wapienne podłoże) uchodzi za jedno z najlepszych siedlisk dla czerwonych win w naszej części Europy. Taki „spacer” zajmie niewiele ponad godzinę, a pozwoli objąć wzrokiem także inne ciekawe siedliska, np. wzgórze Almagyar znajdujące się po drugiej stronie drogi.

Eged

Eged

Mniej poważnym, ale wciąż ciekawym winem okazało się Négykezes 2012 (kékfrankos, cabernet franc, cabernet sauvignon, kadarka, merlot). W aromacie częstuje wiśnią, ziemią, lakierem, przyprawami i piwniczką Tamása Póka, w ustach – przyjemną taniną i kwasowością. To całkiem sporo przyjemności jak na ten przedział cenowy (55 zł).

poka-tamas-negykezesNa koniec zostawiłem, nietypowo, wino białe – Leányka 2012. Widać w nim spory potencjał tego ciągle mało znanego szczepu, niesłusznie utożsamianego czasem z rumuńską fetească albă. Pochodzi ze starych, 60-letnich krzewów. Pachnie kwiatami, jabłkiem, ziołami i lekkimi nutami utlenienia. W ustach charakterne, skoncentrowane, z porządną kwasowością i słoną mineralnością, złożone i bardzo smaczne. Cena: 89 zł.

pok-tamas-leanykaTo tylko trzy wina, które kupiłem u Tamása, mając na uwadze ograniczoną przestrzeń bagażnika. Dwa z nich są do dostania na Lipowej 6F, co samo w sobie może być dobrym powodem dla odwiedzenia Krakowa.

Tagi: , , , , , , ,