10 powodów, by przekonać się do antypodów


24/04/2016

Będąc ostatnio w Portugalii, kraju korka, nasłuchałem się teorii o australijskich winiarzach, którzy w popłochu używają miedzi, by walczyć z redukcją w swoich winach, spowodowaną przez zakrętki.

Według najbardziej radykalnej wersji tej teorii import miedzi do kraju kangura rośnie wprost proporcjonalnie do tego popłochu (przyznacie, że byłby to dość szczególny wpływ winiarstwa na globalny rynek surowców). Niektórzy Portugalczycy z satysfakcją przyjęli też zadyszkę australijskiego winiarstwa w ostatnich latach.

Po zdegustowaniu kilku win z Australii z portfolio Wines United, muszę jednak stwierdzić, że kłopotów na antypodach nie stwierdziłem. Ba, niektóre z nich mają się naprawdę doskonale. Ktoś z krainy korka mógłby oczywiście powiedzieć, że to wszystko wypada tak cacy po miedziowym makijażu, ale zdrowy rozsądek podpowiada, że to raczej jakość gron.

Zanim jednak o Australii i największym odkryciu tej degustacji, najpierw oddajmy wiośnie to, co wiosny, czyli sauvignon blanc z Marlborough. Miałem okazję porównać trzy ciekawe butelki reprezentujące ten szczep i region.

Yealands Estate Marlborough Baby Doll Sauvignon Blanc 2014 (54 zł) to elementarz gatunku: zielona papryka, agrest, marakuja, delikatność i lekka pieprzność w końcówce. Jak na sauvignon blanc mało tu kwasowości, co niektórym na pewno się spodoba.

Baby Doll Sauvignon BlancWięcej tropikalnych nut pojawia się w młodszym o rok Fern Ridge Wines Marlborough Sauvignon Blanc Hãhã 2015 (59 zł) od ciekawego producenta, który wzbudził kiedyś sensację pojawiając się w Biedronce. pierwsze skrzypce gra tu marakuja, agrest, mango i cytrusy, w tle pojawia się akcent ziołowy. Jest też więcej kwasowości, elegancji i koncentracji, słowem: kawał bardzo dobrego sauvignona za niezłą cenę.

Haha Sauvignon BlancPrawdziwą gratką okazało się jednak spróbowanie nowości w katalogu, Astrolabe Awatere Valley Sauvignon Blanc 2015. Nadmorski podregion Marlborough – Awetare Valley – przeżywa ostatnio swoje pięć minut, a to wino dobrze obrazuje, dlaczego. Jeden z najbardziej znanych nowozelandzkich winemakerów – Simon Waghorn – postawił na ekspresję siedliska i trzymanie fenoli w ryzach. W rezultacie dostajemy wino niezwykle czyste, ostre, mineralne, terroirystyczne, chłodne, z solidną materią, aromatem zielonej papryki, cytrusów, porzeczki i bzu.

Astrolabe Sauvignon BlancCiekawie wypadło też Astrolabe Marlborough Pinot Gris 2014 (70 zł) od tego samego producenta. Aromat gruszki, brzoskwini, fajna równowaga, wytrawność i powściągliwość przy odrobinie ciała spodobają się najbardziej zaciekłym fanom Starego Świata.

W zestawieniu białych win Australii przypadło tylko jedno miejsce, ale za to zajęło je wino na antypodach bardzo znane – d’Arenberg Hermit Crab Viogner Marsanne 2013 (59 zł). Nazwa niedwuznacznie nawiązuje do Hermitage, ale miejsce pochodzenia to McLaren Vale. Nos jest bardzo zachęcający (gruszki, brzoskwinie, cytrusy, wosk). Nieco kremowe, pełne świeżości usta kończą się słonawym akcentem. Całość wypada bardzo apetycznie.

The Hermit CrabWięcej wrażeń daje jednak australijska czerwień. Może jeszcze nie Quarisa Johnny Q Shiraz Viognier 2010 (45 zł), shirazowy prościak z dodatkiem viogniera i aromatami owoców lasu, pieprzu, mocno dojrzałym owocem, czekoladowym akcentem i 14,5% alkoholu. Ale już taki Frankland Estate Rocky Gully Shiraz 2013 (69 zł) ze świetną etykietą pokazał prawdziwą klasę. Organiczny, spięty i mineralny shiraz (też z dodatkiem viogniera) z Frankland częstuje aromatem, w którym za kompana dla pieprzu robią bardziej czerwone niż ciemne owoce. Ciała jest tu w sam raz, sporo też zniuansowania i precyzji.

Największym odkryciem wieczoru okazało się dla mnie jednak Torbreck Cuvée Juveniles 2012 (99 zł). O winach Torbrecka lepiej niż ja opowie Wam Wojtek Bońkowski, a o kultowym paryskim barze Juveniles, od którego wino wzięło nazwę – Marek Bieńczyk. Nietknięty beczką kupaż grenache, shiraz i mourvèdre jest jak zapach pełnej wrażeń randki po letnim deszczu. Zmysłowy, seksowny aromat kwiatów, czereśni i grantów, piękny owoc, mineralność i energia dają wino, które śmiało stawać w szranki z wieloma szatonefami.

Torbreck Cuvee JuvenilesNa koniec przeskakujemy znowu do Nowej Zelandi, tym razem do Martinborough, południowego krańca północnej wyspy. Skoncentrowany Ata Rangi Crimson Pinot Noir 2013 (119 zł) to druga etykieta renomowanego producenta Ata Rangi, często stawianego w jednym szeregu z Felton Road. Podobno grona, które wylądowały w tym winie, pochodzą z klonu z Romanée-Conti, który trafił do Nowej Zelandii tylko dzięki uprzejmości obeznanego z burgundami celnika. Ziemiste, z potężną taniną, aromatem czerwonych owoców, galaretki wiśniowej i ziół. Budzi umiarkowany podziw, w przeciwieństwie do Torbrecka, który budzi nieumiarkowane pożądanie. 

Ata Ranci Crimson Pinot NoirNa koniec do kieliszków trafiło Ata Rangi Celebre 2011 (109 zł), bardzo dobry kupaż merlot, shiraz i cabernet sauvignon. Skoncentrowane, zaskakująco chłodne, z aromatem porzeczki, śliwki i ziół, wysoką kwasowością, mocną taniną, wiśnią i odrobiną cabernetowej papryki w ustach.

Ata Rangi CelebreWszystkich tych win spróbowałem na zaproszenie Macieja Świetlika z Wines United, który otworzył je na niecodziennej degustacji we wrocławskim barze Karavan. Niecodziennej, bo uczestniczyliśmy w niej tylko ja i on, budząc zainteresowanie siedzących przy sąsiednich stolikach. To była naprawdę świetna okazja, by przekonać się, że bardzo dobre wina z antypodów potrafią zrobić w głowie europocentryka niezły harmider. Nie dlatego, że przypominają wina europejskie, ale dlatego, że wznoszą się na wyżyny bez kopiowania staroświatowego stylu.

Tagi: , , , , , , , , , , , ,