Kékfrankos i kiełbasa z Sopronu


8/01/2016

Moda na węgierskie wina ma swój odpowiednik w świecie wędlin. Ostatnio jak grzyby po deszczu wyrastają u nas sklepy i stoiska z węgierskimi kiełbasami. Salami, kiełbasa czabajska, kiełbasa z Gyulai – rodzajów nie brakuje. Ciężko jednak dostać gdziekolwiek kiełbasę z Sopronu.

A przecież kiełbasa szoprońska to musi być coś! A przynajmniej musiało być. W dwóch różnych tekstach wspomina o niej Sándor Márai. Tak pisze o swojej wymarzonej piwniczce w Rzeczy o węgierskich winach: “Będę w niej zawsze trzymał coś pod wino. Powieszę na haku pęto pikantnej, paprykowanej kiełbasy, tej z Sopronu, od wędliniarza z jednej z uliczek podzamcza, który dla Austriaków własnoręcznie robi landjaegera.”

W tym samym – 1941 – roku Márai opublikował reportaż z wizyty w Sopronie pt. Podróż do pokoju. Opisuje w nim typowy szoproński podwieczorek, na który składają się: czerwone wino, słonina i kiełbasa. Jego opis kończy stwierdzeniem, że to zwyczaj “bardzo zdrowy i w Sopronie o tym wiedzą”. W dalszej części reportażu Márai mówi o mieszkańcach Sopronu, że, choć mówili po niemiecku, serca mieli węgierskie.

Nawiązuje w ten sposób przede wszystkim do ich postawy w plebiscycie z 1921 r., w którym, mimo że językowo bliżej było im do Austrii, opowiedzieli się za przynależnością do Węgier. Dzięki temu powstała legenda miasta najwierniejszego z wiernych (odpowiednik “naszego” semper fidelis), a o rezultacie plebiscytu do dzisiaj przypomina granica austriacko-węgierska, która w tym miejscu wrzyna się w terytorium Austrii.

Niemieckojęzycznym mieszkańcom miasta wiele zawdzięcza też winiarstwo Sopronu, które rozkwitło w XIX w. właśnie za ich sprawą. Ku krajom niemieckim ciążył też ówczesny eksport (wino płynęło wtedy szerokim strumieniem np. na Śląsk). Tylko w tamtych czasach możliwy do wyobrażenia był region Ruszt-Sopron-Pozsony, który obecnie leżałby na terytorium trzech państw; dzisiaj mamy z jednej strony strony Sopron, z drugiej – Neusiedlersee, a z trzeciej region Południowosłowacki.

Coś z ducha tamtych czasów wciąż jednak żyje, o czym świadczy projekt Franza Weningera, ikony winiarstwa z Burgenlandu, który po drugiej stronie granicy stworzył szoprońską filię swojej firmy. Zarządza nią (austriacką częścią zresztą już też) jego syn, Franz Weninger juniorNapisano o tym projekcie już sporo dobrego, a ja po spróbowaniu Weninger Kékfrankos Balf 2012 tylko dołączam się do pozytywnych opinii.

Wino pachnie zmysłowo czereśnią, porzeczką i pieprzem, a w ustach jest soczyste, gładkie, z czekoladowym akcentem i odrobiną chłodu. To prościak, nie ma co spodziewać się fajerwerków, ale właśnie takie autentyczne prościaki dają najwięcej frajdy po świątecznych ekscesach.

Weninger Kekfrankos SopronŻałuję tylko, że nie przegryzłem do niego szoprońskiej kiełbasy i, jak pan Bóg przykazał, odrobiny słoniny. Dla zdrowia oczywiście.

Wino kupiłem u Winofanów (ok. 55 zł), ale dostępne jest też w sklepach i lokalach współpracujących z Interwin, np. Alewino. Za przetłumaczenie fragmentu tekstu Máraiego dziękuję Michałowi, autorowi blogu NieWinne Podróże.

Tagi: , , , , ,