Rioja i cydr od Mikołaja


16/12/2014

Jedną ze świątecznych tradycji blogerów winiarskich jest wysyłanie sobie nawzajem flaszek, które odbiorcy mają za zadanie zrecenzować. Mnie trafiły się aż dwie.

Poznań to fascynujące miasto, szczególnie dla wrocławian. Tak blisko, a tak inaczej… Wycieczka tam w latach osiemdziesiątych to było to! Przystrzyżone trawniki, klomby, targi, które na dziecku robiły piorunujące wrażenie, kawiarnie, ogólne wrażenie dopieszczenia. Wrocław był wtedy prowincją z raczkującą samoświadomością. Ale minęły lata dziewięćdziesiąte i młodszy brat jakoś sobie poradził. Nie zmienia to faktu, że ciągle lubi się ze starszym porównywać. A to że ma lepsze uczelnie, a to przychód na głowę, wyższą pozycję w rankingu miast itd. Daleki jestem od użycia słowa „kompleks”, znacznie chętniej mówiłbym o „złożonej bliskości” lub „czułej, braterskiej rywalizacji”.

By jakoś radzić sobie z tą skomplikowaną relacją, we Wrocławiu ochoczo powtarza się znane powszechnie i niekoniecznie przynoszące chwałę opinie o poznaniakach. Sam ulegam tej tradycji z niekłamaną radością. Ostatnio jednak pewna przesyłka wystawiła moje przekonanie o nadmiernej, wielkopolskiej oszczędności na próbę. Oto bowiem  blogerska paczka dotarła do mnie z Poznania. I, o dziwo, nie znalazłem w środku wodnego roztworu trebbiano, ale aż dwie dobre flaszki. W dodatku dostałem je od najprawdziwszego Mikołaja, a nie od… Jak oni go nazywają? Gwiazdora?

Cydr MikołajMikołaj prowadzi ciekawego bloga Italianizzato, który serwuje recenzje włoskich win oraz ciekawostki i przepisy z Italii. Ale nie każdy wie, że robi też autorskie cydry. I właśnie jeden z nich dotarł do mnie w paczce. Muszę przyznać, że nie znać w nim oszczędności – ma ładny, miedziano-miodowy kolor, mętność, hojny aromat z nutami lipowymi i wytrawne, ale mięsiste usta. Nie jestem specjalistą od cydrów, ale ten bardzo mi smakował.

Jakby tego było mało, dostałem jeszcze rioję i to nie byle jaką, bo Coto de Imaz Reserva 2008 od El Coto de Rioja, czyli jedną z najczęściej spotykanych rioch na hiszpańskich półkach, u nas dostępną m.in w El Catador. 17 miesięcy w amerykańskiej beczce nie pozostało bez wpływu na aromat, ale po pierwszym uderzeniu waniliowo-likierowym czuć też dojrzałe śliwki i wiśnie. W ustach jest znacznie lepiej – jest i kwasowość, i wiśnia, i porządne taniny (przysiągłbym, że z winogron, nie z dębu). Jest też trochę marmolady, ale na szczęście kompletnie pozbawionej słodyczy. To może być dobre wino na święta, godzące frakcje rodziny ortodoksyjnie rozkochane w beczce i te, które za ładny owoc i wigor przymkną oko na tradycjonalistyczny styl.

Na koniec miał być dowcip o tym, jak zapobiegliwi poznaniacy zabezpieczają się przed gośćmi, którzy mogliby nazbyt szybko opróżnić ich butelki, ale po tak miłej niespodziance niech pozostanie w sferze domysłów. Wielkie dzięki za obydwie flaszki i wesołych świąt dla reszty blogerów.

Swoje prezenty recenzują także: Winniczek, Winiacz, Nasz Świat Win, Italianizzato, Pisane Winem, Winettoo, Jongleur, Do Trzech Dych i Czerwone Czy Białe.

 

Tagi: , , ,