Pojedynek młodszych braci


20/03/2016

Będąc niedawno w Oslo, odwiedziłem jeden z najbardziej znanych wine barów w mieście. Oferuje tylko wina z Toskanii i to za ceny przystosowane do kieszeni nabywców toskańskich nieruchomości.

Pisałem już kiedyś o praskim wine barze oferującym tylko wina z Doliny Rodanu. Taka specjalizacja to zawsze fajna szansa na pogłębienie wiedzy o regionie, dlatego chętnie zajrzałem do Enoteca Svanen.

Lokal położony przy głównym deptaku Oslo, Karl Johans gate, może wydawać się staroświeckim skansenem dla turystów, ale w rzeczywistości jest Małą Toskanią w sercu norweskiej stolicy. Nie wiem do końca, co blisko setka win z tego regionu robi w budynku XVII-wiecznej apteki (też nazywała Svanen), ale zarówno wnętrza z charakterystycznym szufladkami, jak i karta win robią wrażenie. Tylko Toskania, tylko butikowi producenci, własny import, palce lizać.

PetruccinoZa namową sommeliera („spróbuj tego na początek”) skusiłem się na supertoskana, Podere Forte Petruccino 2012. To młodszy brat dość słynnego Petrucci, który wyszedł spod ręki producenta biodynamicznego z toskańskiej apelacji Orcia DOC (o jej potencjale niech świadczy to, że leży pomiędzy Montalcino a Montepulciano).

Wino faktycznie bardzo dobre, o świetnym owocu i mocnej strukturze, choć wyraźnie rozpycha się w nim merlot (śliwki, jagody, dojrzałe czereśnie). Nie żebym miał coś do merlota; po prostu bardzo lubię sangiovese. Do kieliszka domówiłem jeszcze deskę serów. Za jedno i drugie zapłaciłem niecałe 400 koron, czyli prawie dwie stówy, toteż sączyłem i podjadałem z nabożeństwem. Wszystko mi smakowało, sommelier też był fajnym gościem, ale mimo jego namów postanowiłem poszukać przyjemności za mniej kosmiczne ceny.

Nie namyślając się długo, udałem się pod mój ulubiony adres w Oslo: Vinmonopolet. Ceny państwowego sklepu monopolowego mogą wydać się polskiemu turyście wygórowane, ale, jeśli przyjrzeć się bliżej, drożej wypada tylko najniższa półka, którą i tak nie ma co zawracać sobie głowy. Średnia ma mniej więcej taki pułap cenowy jak w Polsce, a najwyższa jest wręcz tańsza.

Chateau Musar JeuneDla porównania Musar Jeune Red 2012 kosztuje w Norwegii tylko jakieś 10 zł więcej niż w Polsce (66 zł w Winkolekcji). Różnica jest taka, że w Skandynawii jest do dostania w każdym sklepie z winem. Nie namyślając się długo, sięgnąłem po tę właśnie butelkę.

Nietknięty beczką kupaż cinsault, syrah i cabernet sauvignon to taka bardziej „młodzieżowa” i przystępna wersja flagowej etykiety Chateau Musar. Ma, jak się okazało, intrygujący aromat jagód, dojrzałych czereśni, ziół, rozgrzanych słońcem liści i nut balsamicznych. W ustach dają o sobie znać całkiem młody garbnik i wysoka kwasowość, która trzyma w ryzach intensywny, lekko słodkawy, ale jednocześnie ponętny owoc. Nie doznałem przy tym winie olśnienia, ale jest tu sporo materiału do rozmyślań. 

Bekka ValleyI tak, w pojedynku dwóch win z rocznika 2012, z których każde jest uboższą wersją słynnych starszych braci, ciut lepszy (i tańszy!) okazał się Libańczyk. Dlatego, drodzy polscy imigranci w Norwegii, jeśli zdarza się Wam mieć dylemat, czy wybrać supertoskana z Orcii czy podstawową etykietę Chateau Musar, postawcie na to drugie.

Tagi: , , , , , , , , , , ,

  • Musar w Winkolekcji stoi po 66. A wino jest w moim mniemaniu prześwietne i pyszne – bardzo hedonistyczne.

    • Sławek Sochaj

      Dzięki za uściślenie. Czekam na relację z degustacji pionowej na ProWeinie.