Pieszo z Wirtembergii do Bordeaux


12/12/2014

Niektórzy mówią, że nie mogą żyć bez Bordeaux. Ale czy wybraliby się tam nawet pieszo? Pewien słynny Szwab tak zrobił.

Dokonał tego Hölderlin. Wywędrował z rodzinnej Wirtembergii, przeczłapał wzdłuż Francję, zachwycił się kolorem tamtejszego wina (Ciemne światło – czy ktoś lepiej opisał bordeaux?), po czym wrócił do domu, maszerując przez Alpy. Razem wyszło (!) tego grubo ponad 2000 km i kilka miesięcy życia. Przypłacił to, co prawda, szaleństwem, ale pozostało z tej pieszej wędrówki jedno z najbardziej heroicznych świadectw magentyzmu Bordeaux  i wiersz Wspomnienie.

Ostatnie 36 lat życia poeta spędził w obłędzie pod opieką tybindzkiego stolarza. Być może uniknąłby tego smutnego losu , gdyby zawczasu jego talent odkryli współcześni, choćby Goethe, który odwiedził Tybingę trzy lata przed wędrówką Hölderlina. Tego jednak niezwykła twórczość szwabskiego poety nie zachwyciła. Nie zachwyciło go zresztą samo miasto, czemu publicznie dał wyraz. Mściwi mieszkańcy na długo zachowali w pamięci urazę, by wreszcie powiesić na jednej z kamienic napis Tu rzygał Goethe (Hier kotzte Goethe). Trudno przypuszczać, żeby był to czysty wymysł. Pytanie, co przywiodło mistrza do tej nieprzyjemnej reakcji? Wirtemberskie wino?

gal_muenzgasse3

© Magazine.bilfinger.com

To byłoby dość logiczne, bo tamtejsze wina uchodzą za bardzo pijalne. “Uchodzą” to może nieco za dużo powiedziane. Mało kto chyba wypróbował choć jedną butelkę. Ja dość przypadkowo wypróbowałem pierwszą. Wirtembergia przypomina mi pod pewnymi względami Emilię-Romanię: wspaniała kultura i legendarny uniwersytet (w Tybindze studiowali Kepler, Hölderlin, Hesse, wykładał Ratzinger), a do tego produkcja luksusowych samochodów (Mercedes, Porsche). A winiarsko? Wysoka wydajność (4. miejsce pod względem produkcji win w Niemczech) i renoma regionu z drugiej lub trzeciej Bundesligi.

Ale tak jak Emilia-Romania, tak samo Wirtembergia ma się czym pochwalić. Winnice usiane wzdłuż rzeki Neckar słyną głównie z czerwonego i przyjemnego wina z takich odmian jak trollinger, lemberger (frankovka), dornfelder, który się stamtąd wywodzi, portugieser i schwarzriesling. Robi się tam także dobre pinot noir, zwane oczywiście spätburgunderem. Mało kto zna te wina poza granicami Niemiec, bo i patriotyzm lokalny Stuttgartu i okolic objawia się dostatecznie dużym popytem na nie.

Jednym z czołowych i najbardziej zasłużonych producentów jest Weingut Ellwanger, który obchodził w tym roku pięćsetlecie istnienia. Dzisiaj ma 26 hektarów rozsianych po wielu parcelach i jako jeden z 14 lokalnych producentów jest zrzeszony w VDP. Potwierdza dobrą renomę Hebsacker Lichtenberg Spätburgunder Erste Lage Trocken 2012, butelka, którą upatrzyłem sobie w świetnie zaopatrzonych delikatesach domu handlowego Karstad w Dreźnie.

Ellwanger Spatburgunder 2012Nie ma tu oczywiście nic dla wielbicieli burgundzkiej elegancji. W nosie dominują czerwone pomarańcze i truskawki, ale przejrzałe, rzucone niedbale na podmokłe drewno i przysypane ziemią. Może podobać się wigor na języku, trochę mniej – wyczuwalny cukier resztkowy, ale za to kremowy, wypełniający finisz jest dłuższy niż nazwa tego wina i pokazuje, że Niemcy lubią grać do ostatniej sekundy. Wydaje się, że z taką kondycją wino dobrze sprawdziłby się do kaczki z kapustą.

Nie jest to oczywiście butelka, po którą poszedłbym pieszo do Wirtembergii (a miałbym dużo bliżej niż Hölderlin do Bordeaux), ale już do pobliskiego sklepiku – chętnie. Mam jednak wrażenie, że prędzej wydarzy się to pierwsze niż drugie.

Tagi: , , ,