Nadbarycki pinot noir z kwewri


19/04/2017

Będąc dzieckiem każde lato spędzałem w Dolinie Baryczy. To miejsce kojarzy mi się z żabami, orzechowcami, jeżynami i papierówkami, ale przede wszystkim śladami pozostawionymi przez Niemców: przestronnym gankiem, świętym obrazem, którego nie zdjęli ze ściany, porzuconymi narzędziami rolniczymi i toaletką w stylu art deco ze składanym lustrem.

Tam gdzie jedni widzą park krajobrazowy, ja widzę przede wszystkim styk kultur. Tej, po której zostały tylko toaletki, tej, która wyrażała się śpiewnym, kresowym akcentem moich krewnych i tej, którą reprezentują „tamci”, z „poznańskich stron”. Dolina Baryczy leży bowiem zaraz przy przedwojennej polsko-niemieckiej granicy, którą daje się zauważyć nie tylko w architekturze i akcencie, ale i sposobie patrzenia na sąsiadów zza miedzy.

To jest dla mnie nadbaryckie genius loci, nie karpie, stawy, ptactwo i krajobrazy, po które zjeżdża się coraz więcej turystów z Polski. A już zupełnie Dolina Baryczy nie kojarzy mi się z winem. Pewnie dlatego, kiedy pierwszy raz usłyszałem o Winnicy de Sas z Czeszyc, pomyślałem, że to projekt bardziej nastawiony na agroturystykę, niż na poważną produkcję wina. A to, że nie spotkałem się później nigdzie z tymi winami, tylko utwierdzało mnie w tym przekonaniu.

Aż tu nagle zrobiło się o nich całkiem głośno. Wszystko za sprawą kwewri, która posłużyła właścicielom do udanych eksperymentów. Kvevri Milvus 2015, czyli gewürztraminer fermentowany i dojrzewający w gruzińskiej amforze doczekał się kilku pochlebnych recenzji, m.in. tej. Nikt jednak nie wspomniał o Kvevri Botaurus 2015, czyli czerwonym bracie Milvusa. Właściwie nie wspomina o nim nawet strona producenta.

Tymczasem to wino stoi sobie jak gdyby nigdy nic we wrocławskim EPI, gdzie kosztuje 62 zł. Okazuje się, że to 100-procentowy pinot noir, co już samo w sobie brzmi zaskakująco w kontekście kwewri. W amforze przeleżało 8 miesięcy, kolejne 6 we francuskim dębie i 3 w stali nierdzewnej. Nie dodano do niego siarki, ani selekcjonowanych drożdży.

Co z tego wyszło? Zaskakująco dobre wino. Może podobać się już sam aromat wiśni, jagód, lakieru i dachówki po deszczu. Usta są zwiewne i leciutkie (10,5% alkoholu), ale z wyczuwalnym kwewrowym charakterem. Wszystko jest na swoim miejscu, dobrze poukładane i bardzo smaczne.

Może i Dolina Baryczy nigdy nie będzie czołowym regionem winiarskim w Polsce, ale widać, że mają tam smykałkę do ekscentrycznych, kosmopolitycznych eksperymentów. Do różnych kultur, które odcisnęły piętno na tej ziemi, chyba czas dodać kolejną, która zrobiła to dosłownie – gruzińską.

Tagi: , , , , , ,