Korek nie składa broni


12/11/2015

Najprostszy waży około 5 g i ma jakieś 5 cm długości. Jego średnica to około 2,5 cm, ale po włożeniu do butelki kurczy się do 18 mm. Przez 300 lat pozostawał obok człowieka najlepszym przyjacielem wina. Czy tak już zostanie?

Trudno w to uwierzyć, ale związek wina i korka trwa niewiele ponad trzysta lat. W długiej historii winiarstwa to ledwie przelotny romans. Czy zamieni się w trwałe małżeństwo? Do niedawna można było w to wątpić. Ale od jakiegoś czasu widać, że winu i korkowi znów bliżej do siebie. Parę lat temu naturalny korek nie tylko zatrzymał spadek udziału w rynku na rzecz zakrętek i korków syntetycznych, ale zaczął powoli odrabiać straty.

Początek XXI w. to czas zawrotnej kariery alternatywnych zamknięć wina. Winiarze wielu krajów, takich jak Austria, Nowa Zelandia czy Niemcy zaczęli skłaniać się ku zakrętkom. Nie tylko dlatego,  że te ostatnie są praktyczniejsze, ale przede wszystkim dlatego, że świat korka długo nie potrafił uporać się ze skazą na swoim wizerunku. Naturalny korek, który zapewnia winu idealną dawkę tlenu, odpowiada jednocześnie za największy koszmar fanów wina – chorobę korkową.

Wywołują ją 2,4,6-trójchloroanizole (TCA), substancje będące efektem interakcji grzybów żyjących w korze drzewa korkowego i chloru. Kiedyś nawet 10-15% win było zainfekowanych chorobą korkową (przeczytacie o niej więcej tutaj). Sytuację poprawiła rezygnacja ze stosowania chloru do wybielania korka, ale nawet zbicie zachorowalności win do ok. 3% nie powstrzymało rozwoju konkurencji.

Branża korkowa mogła albo udawać, że nic się nie dzieje, albo zacząć działać. Z pomocą przyszły zaawansowane badania naukowe, które doprowadziły do stworzenia technologii, umożliwiającej wytropienie najdrobniejszych ilości TCA na wczesnych etapach produkcji. Doszło do tego, że największa firma produkująca korki naturalne, Corticeira Amorim z Portugalii, zapowiada pod koniec roku zagwarantowania nieobecności trójchloroanizolu w swoich korkach.

Czas Wina EnoexpoPrezes Amorim, António Rios de Amorim, odwiedził niedawno Polskę, by odebrać od Czasu Wina tytuł Człowieka Roku. Miałem okazję wysłuchać jego prezentacji i uciąć z nim pogawędkę o przyszłości korka.

Zaskoczyło mnie, jak wielkim przedsięwzięciem jest produkcja korka. To, że istnieją różne korki – np. do szampanów, lite albo aglomerowane z resztek produkcyjnych – powszechnie wiadomo. Ale że typów, rozmiarów i zastosowań są setki, pokazuje, że korek nie jest tak banalnym produktem, jakim się wydaje. Ostatnio do bogatej rodziny korków Amorim dołożył kolejny. Nazywa się Helix i powstał przy współpracy z amerykańskim producentem butelek. Specjalna szyjka butelki i wkręcany korek mają połączyć zalety nakrętek i korka. Więcej o tym projekcie możecie przeczytać tutaj.

Czy takie rzucenie wyzwania zakrętkom i gwarantowany brak choroby korkowej pozwolą korkowi wrócić do pozycji hegemona na rynku zamknięć butelek z winem? Raczej nie. Wojna o szyjki butelek z winem będzie trwać dalej, oczywiście z korzyścią dla konsumentów.

António Rios de Amorim

António Rios de Amorim

Tymczasem, bez czekania na ostateczne rozstrzygnięcia, portugalscy producenci korków dywersyfikują swoje portfolio. W długiej kolejce po ich wyrób masowo ustawiają się producenci obuwia, podłóg, mebli, a nawet pociągów. Zobaczymy, do czego ten popyt doprowadzi w  przyszłości. Jedno jest pewne: na razie wielbiciele rytuału wyciągania i wąchania naturalnych korków nie powinni się martwić. Wielkie pieniądze przeznaczone na badania i akcje promocyjne dowodzą, że korek nie wybiera się na tamten świat, przynajmniej nie w wieku trzystu lat.

Ciekawe porównanie korka i zakrętki znajdziecie na blogu Maćka Sokołowskiego.

Tagi: , ,