Hit okienka transferowego: Inama


13/07/2016

W światku piłkarskim trwa właśnie gorączka transferów. Polską ligę z jakiegoś powodu znów ominą pewnie włoscy piłkarze. Tym bardziej wypada się cieszyć, że nasza liga importerów sprowadza ścisłą czołówkę Italii. Hitem ostatnich tygodni jest transfer Inamy, jednej z ikon Soave.

Nie znam nikogo, komu na myśl o Soave szybciej biłoby serce. Poznałem, co prawda jednego fana garganegi spod Werony, który cmokał w palce, opowiadając o dymno-krzemiennych aromatach niektórych soave, ale to raczej wyjątek, który potwierdza regułę. Nie znaczy to oczywiście, że region nie ma do zaoferowania żadnych emocji poza letnią, ulotną przyjemnością. Jeśli są producenci, którzy potrafią wyczarować wybitne wina z trebbiano czy müller-thurgau, zdarzają się tym bardziej tacy, którzy osiągają wyżyny dzięki garganedze. Albo carmenere (ale o tym niżej).

Z pewnością należy do nich Inama. W połowie zeszłego stulecia, a więc na długo przed tym, zanim ktokolwiek w Veneto zaprzątał sobie głowę terroir, Giuseppe Inama zaczął skupować najlepsze działki w Soave. Wierzył podobno, że nadejdzie dzień, w którym stare krzewy garganegi zaczną dawać wina pożądane nie tylko przez fanów Marcello Mastroianniego. Czekał na tę chwilę cierpliwie, sprzedając grona większym producentom. Pierwszym winem, jakie sam zabutelkował było… sauvignon blanc. Działo się to w latach 90-tych, wymarzonym czasie dla takich nietypowych debiutów; krytycy złotej ery supertoskanów nie kryli aprobaty.

Moda na garganegę z krzewów, które zdążyły się naprawdę postarzeć, przyszła dopiero później. W ostatnich latach podstawowe Soave Classico Inamy, robione już przez kolejne pokolenia rodziny, regularnie zbiera jedne z najlepszych not apelacji.

Inama Vigneti di FoscarinoTraf chciał, że ta akurat butelka – Soave Classico 2015 (82 zł) – nie dotarła do mnie w całości. Nie mam jednak, co narzekać; to, co przetrwało podskoki kuriera, dało mi sporo powodów do rozmyślań o fenomenie Inamy. Soave Classico z pojedynczej, położonej na zastygłej lawie winnicy, którą porastają stare krzewy garganegi – Vigneti di Foscarino Soave Classico 2014 (99 zł) – zachwyca zapewne nie mniej niż tamto. Ma piękny nos, w którym mieszają się: gruszka, kwiaty, miód i migdały. Usta są fantastycznie złożone i zbalansowane, długaśne i bardzo smaczne.

Sauvignon Vulcaia 2015 (93 zł) polecałem niedawno tutaj. Nie należy do chucherek ale jego starszy brat – Sauvignon Vulcaia Fumè 2013 (189 zł) – ma dużo więcej materii. Pachnie melonem, kwiatami, pomarańczą i nutą maślaną. W ustach jest przysadzisty, kremowy, z wysokim alkoholem (15%) i beczkowym akcentem, ale także swobodnie sobie poczynającymi owocami tropikalnymi i słoną mineralnością. Miałem wrażenie, że potrzebuje jeszcze trochę czasu, by pokazać pełen arsenał możliwości.

Na koniec ostatni szczep, jakiego niektórzy mogliby spodziewać się po Veneto – carmenère. Co robi na wschód od Werony, a konkretnie w Colli Berici? Zasadził go jakiś wielbiciel chilijskiego wina w epoce błękitnych koszul i spinek do krawatu? Otóż nie. Przywędrował w XIX w. wraz z włoskimi robotnikami, wracającymi z Bordeaux (tak, wówczas masowo uprawiano ten szczep nad Garonną). Przez następne 150 lat zdążył się w Veneto zadomowić i to w całkiem luksusowych dla siebie warunkach. Połączenie gliniastej gleby, wapiennego podłoża i wysokich temperatur, dało rezultaty, które mogłyby być niezłym materiałem dydaktycznym dla wielu chilijskich winiarzy.

Inama Carmenere PiuDobrze zrobiłoby im z pewnością spróbowanie Carmenere Piu 2014 (93 zł). Oprócz flagowego szczepu Chile jest tu 30% merlota. Wino pachnie jagodą, czerwonymi owocami, kawą, pieprzem i lekką nutą ziemistą. Fantastyczny owoc, porządna kwasowość, wypolerowana tanina, precyzja, mineralność, solidna budowa i zwiewność jednocześnie – wszystko to składa się na kawał pysznego wina, które daje sporo frajdy nawet w ciepły, letni wieczór.

Za transferem Inamy stoją skauci z Kropli Wina, niewielkiego importera, który kompletuje naprawdę mocną jedenastkę. W ich składzie grają już inni Włosi, m.in, Benanti, o którym pisałem tutaj, i Piandaccoli. Nowy nabytek nie jest może tak medialny jak Graziano Pellè, ale na winiarskich mistrzostwach Europy nie dałby z pewnością plamy nawet w spotkaniu z Niemcami.

Wina dostałem do degustacji od importera.

Tagi: , , , , , ,