Europa opowiedziana w ośmiu winach


18/05/2017

Gdybyście mieli opowiedzieć winiarską Europę za pomocą zaledwie ośmiu win, jakie butelki byście wybrali?

Jakiś czas temu dostałem ciekawą propozycję przeprowadzenia niecodziennej degustacji. Na stole miało stanąć osiem win, każde z innego kraju Europy, cztery ze Wschodu, cztery z Zachodu. Wina miały kosztować średnio około 80 zł i, prezentowane w ciemno, udowodnić, że winiarski wschód kontynentu nie ustępuje w niczym potęgom z Zachodu. Co nie znaczy, że wina „zachodnie” miały być słabe. Wręcz przeciwnie, na tle ich wysokiej jakości, Wschód miał zabłysnąć jeszcze bardziej. Aha, miały też namącić trochę w stereotypowych przekonaniach o winach z prezentowanych krajów i regionów.

Jak widać, już sam etap przygotowań był niezłą łamigłówką. Na początku należało zakreślić granicę pomiędzy Wschodem a Zachodem. Przy ośmiu winach nie ma miejsca na niuanse i Europy Środkowe. Albo-albo. Powinny być Niemcy w takim rozdaniu Zachodem? Raczej tak? A Austria? To już nie jest takie oczywiste. Wciągnięcie Austrii to koalicji wschodniej wydało mi się kuszące. Nie tylko z powodów geograficznych i historycznych, ale i pragmatycznych. Przyznacie, że bez Austrii Wschód miałby mniejsze szanse. A tak, wsparty jeszcze Węgrami, Bułgarią i Gruzją, mógł teoretycznie prężyć muskuły. Naprzeciw stanęła koalicja mocarstw zachodnich: Francji, Włoch, Hiszpanii i Niemiec. Ostatecznie składy drużyn wyglądały następująco:

Zachód:
Dr Loosen Blauschiefer Riesling Trocken 2015 z Mozeli (63 zł)
Elvio Cogno Langhe Nebbiolo Montegrilli 2015 (105 zł)
Bodegas Olarra Cerro Añón Gran Reserva 2008 z Riojy (109 zł)
SO de Chateau Bastor Lamontagne Sauternes 2010 (110 zł)

Wschód:
Schlumberger Sparkling Brut 2012 z Austrii (70 zł)
Zoltán Demeter Furmint Veres 2015 z Tokaju (156 zł)
Edoardo Miroglio Elenovo Mavrud 2012 z Bułgarii (70 zł)
Château Mukhrani Saperavi 2011 z Gruzji (58 zł)

Patrząc na ceny, więcej argumentów przemawiało za Zachódem. Jeśli chodzi o uznanie producentów i renomę regionów, na papierze Zachód też wyglądał zdecydowanie lepiej. Jeden tokaj, choćby wybitny, zmienić tego nie mógł. Ale tak jak w piłce, tak w świecie wina, nie grają pieniądze ani nazwiska, a kieliszek tak jak piłka jest jeden (no dobra, czasem jest ich więcej).

Na pierwszy ogień poszedł riesling Ernsta Loosena. Wino wdzięczy się aromatami żółtych owoców i imbiru. Owoc wyraźnie dominuje tu nad mineralnością i aż prosi się o kamienne wykończenie, ale to oczywiście rzecz gustu. Oklaski należały się też doświadczonemu zawodnikowi z Riojy, który zachował iście juniorską chęć do gry (zaskakująco dużo to jak na gran reservę energii i elegancji). Zgodnie z oczekiwaniami, obiecująco wypadło też langhe od Elvio Cogno, a bardzo dobrze jedyne słodkie wino degustacji – druga etykieta Château Bastor Lamontagne.

Nie wystarczyło to jednak na świetnie dsysponowany Wschód. Już pierwszy austriacki musiak (welschriesling, chardonnay, weissburgunder) stworzony metodą szampańską, pokazał, że Zachodowi nie będzie łatwo. Z energią zaprezentował cały swój arsenał: nuty skórki chleba, mandarynki i owoców tropikalnych, fantastyczną jak na swój wiek świeżość i długi, słonawy finisz. Do kolejnych brawurowych ataków poprowadził koalicję wschodnią głównodowodzący Zoltán Demeter ze swoim kultowym już, precyzyjnym, czystym i złożonym jak kostka Rubika, choć bardzo jeszcze młodym, furmintem. Ale tego można się było spodziewać. To, na co trudno było liczyć, to, że kroku dotrzyma mu poczciwy mavrud. Tymczasem ta interpretacja bułgarskiego szczepu zabłysła doskonałym balansem, zmysłowym, dojrzałym owocem (wiśnie), świetną kwasowością i solidną strukturą.

Tu z kronikarskiego obowiązku muszę zatrzymać się na chwilę i dodać, że za sukcesem tego wychowanka trackiej okręgówki stoi włoski trener, Edoardo Miroglio. Pochodzi z rodziny producentów tekstyliów, a winiarską karierę rozpoczął w Piemoncie (jedni kojarzą z nebbiolo, inni z Juventusem), gdzie kupił posiadłość Tenuta Carretta. Jakimś trafem znalazł się także w bułgarskim regionie Elenovo, gdzie kupił 20-hektarową winnicę. Czy zaważyła fascynacja tamtejszym mikroklimatem, czy fakt, że jednocześnie zainwestował też w bułgarskie zakłady tekstylne – nie wiadomo. Grunt, że stał się z czasem jednym z najciekawszych producentów w Bułgarii.

Bez zachodnich inwestycji nie obyło się też u ostatniego reprezentanta Wschodu – Château Mukhrani. Współwłaścicielem tej starej gruzińskiej winnicy jest holenderska firma Marussia Beverages. Być może dlatego tamtejsze saperavi odbiega mocno od saperavi stereotypowego i ciąży ku śródziemnomorskiej stylistyce. Trudno o lepsze porównanie niż to, które poczynił Wojtek Bońkowski, pisząc o jego podobieństwie do langwedockiego mourvèdre. Częstuje aromatem wiśni, wędzonej śliwki i ziół, solidną koncentracją i nutami czekolady. Fani kwasowości nie będą narzekać, przynajmniej w dniu otwarcia, Później niestety świeżość się ulatnia.

Te dwa ostatnie wina, bynajmniej nie najdroższe w tej degustacji, miały zaskakująco spory udział w ostatecznym zwycięstwie Wschodu. Ktoś powie, że wszystko dzięki zaimportowanej z Zachodu myśli taktycznej. Być może, ale warto też pamiętać, że w takim Sauternes jest już co najmniej kilka posiadłości należących do Rosjan, także w bezpośrednim sąsiedztwie wspomnianego Château Bastor Lamontagne. Im więcej mówi się o terroir, tym więcej międzynarodowego kapitału krąży po Europie, i to w różnych kierunkach.

Wszystkie degustowane wina są dostępne w ofercie Vininovy. Cztery dostarczył na degustację importer, reszta to mój zakup.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,