Enoeno wprowadza punktację win


1/04/2016

Wszystkim tym, którzy śledzą Enoeno, na pewno brakowało dotąd punktacji recenzowanych win. Dziś się to zmienia. Nowa, rewolucyjna punktacja umożliwi łatwiejsze i bardziej precyzyjne kalkulacje przy półkach sklepowych.

Przez ponad dwa lata działalności bloga wzbraniałem się przed przyznawaniem winom punktów. Punktacja, w przeciwieństwie do oceny opisowej, wydawała mi się narzędziem nazbyt subiektywnym, a do tego niezdolnym do ogarnięcia na jednej skali wielu bardzo różnych rodzajów win. Poza tym, jak kwantyfikować wrażenia? Jak porównać lekkiego, anonimowego grünera, który zachwyci nas latem z majestatycznym bordeaux, które nie zachwyca wcale, choć wiemy, że powinno, bo znany krytyk dał mu 98 punktów? Jak być szczerym wobec siebie, a jednocześnie nie popaść w subiektywizm – to filozoficzne pytanie nie zdążyło napotkać w mojej głowie odpowiedzi.

Aż do chwili, kiedy natknąłem się na komentarz w jednej z dyskusji o winach, stwierdzający, że punkty są bardziej obiektywne. Obiektywizm! To było dla mnie jak olśnienie. Wystarczy przejść na skalę liczbową, przenieść się do idealnego świata liczb, by zostawić za sobą subiektywizm, estetyzm, wieloznaczność, porównania i inne elementy, które mącą PRAWDZIWĄ ocenę win. Zrozumiałem, że ta istnieje niejako ponad naszymi głowami, na zewnątrz Platońskiej jaskini. Poczułem błogość.

Przetestowałem na własny użytek wiele punktacji – 10-punktową, 20-punktową i 100-punktową – ale żadna z nich nie wydała mi się dostatecznie precyzyjna, by wziąć ją na poważnie. Pewne postępy poczyniłem dopiero posługując się skalą 1000-punktową, ale ciągle coś mi nie grało. I nagle trafiło do mnie: jeśli maksymalna ocena wina ma faktycznie wyrażać ideał, musi ją odzwierciedlić liczba idealna, która wyraża absolut, pełnię i doskonałość. Taka liczba jest tylko jedna, doskonała i Platońska. To liczba 1. Daniel Tammet, brytyjski geniusz matematyczny, powiedział o niej niedawno w Tygodniku Powszechnym, że „jest jasna, świetlista, jakby ktoś świecił latarką w oczy”. Nie mógł tego wyrazić lepiej.

Tak doszedłem do mojej punktacji od 0 do 1. Tak, jak pomiędzy nicością a bytem znajduje się całe spektrum odcieni ontologicznych, tak samo w mojej skali znalazło się miejsce dla nieskończonej ilości liczb. Stosując tę punktację zorientowałem się szybko, że granica pijalności win znajduje się dokładnie na poziomie 0,75, a więc w pewnym sensie symbolicznej liczby dla fanów wina. Przypadek?

Ale do rzeczy: tak wygląda moja skala ocen w dużym i zamazującym niestety jej rozmach uproszczeniu:

0-0,75 – wina niepijalne
0,75-0,80 – wina dostateczne
0,80-0,85 – wina niezłe
0,85-0,90 – wina dobre
0,90-0,95 – wina bardzo dobre
0,95-0,99 – wina wybitne
1 – wino absolutne, doskonałość

Złośliwi mogą powiedzieć, że przypomina punktację Parkerowską, tylko przecinek przesunięty jest o dwie cyfry w lewo. Błąd! Moja punktacja jest znacznie bardziej precyzyjna, bo umożliwia nieskończone dodawanie cyfr. Dla przykładu – spróbowałem ostatnio naturalnego austriackiego musiaka Wimmer-Czerny Blanc de Noirs Winzersekt Brut de Brut z Wagram. Kiedyś opisałbym je pokrótce i powiedział, że jest „bardzo smaczne” i „złożone”. Ale co to właściwie znaczy? Dzięki nowej punktacji mogę w końcu obiektywnie stwierdzić, że jakość tego wina to 0,90127.

Doszedłem do tego w ten sposób, że wino wydało mi się w sposób oczywisty gorsze niż 0,91, a jednak ciut lepsze niż 0,90. Pijąc dalej, zrozumiałem, że jest gorsze niż 0,902, a jednak delikatnie lepsze niż 0,901 i tak dalej. Nie potrafię jeszcze w mig ujrzeć obiektywnej wartości wina precyzyjniej niż do drugiego miejsca po przecinku, ale powoli nabieram wprawy. Oczekujcie, że za jakiś czas moje obiektywne oceny mogą być jeszcze bardziej dokładne.

Mam nadzieję, że ta nowa skala ocen Wam się spodoba. Pamiętajcie, że dzięki niej dostajecie niezawodny punkt wyjścia dla kalkulacji zakupowych. Wystarczy pomnożyć moją obiektywną ocenę przez jego cenę i otrzymujemy cenę ważoną, a przez to bardziej obiektywną i sprawiedliwą. Dla przykładu, jeśli wspomniane wino kosztuje 70 zł, jego idealną ceną jest 0,90127 x 70 = 63,09 zł. Znając wynik tego mnożenia, możemy go porównać z ceną sklepową i wynikami dla innych win, a tym samym wiedzieć dokładnie, które wino kupić, a które nie. To proste.

Dajcie znać, co myślicie. Niezależnie od tego, jakie będzie Wasze zdanie, zamierzam konsekwentnie stosować tę punktację. Was zachęcam do stosowania jej nie tylko do oceny win, ale także książek, filmów, śniadań, pracodawców, samochodów i pogody. Zobaczycie, że to działa, a świat wyda Wam się bardziej rzeczywisty.

Tagi: , , , , , ,

  • Robert Borowski

    Ta punktacja faktycznie może sprawdzać się na różnych polach. Chciałbym wieczorem wystawić ocenę dzisiejszemu dniu ocenę 1 – dzień absolutny, doskonałość.

  • Co roku czkam na twój wpis w ten dzień

  • Nawet Ty się przełamałeś

  • Piotr Wdowiak

    Heheh, nice try 😉

  • 2 smaki

    dobre 🙂

  • Piękny pomysł, podobnie jak wszelakie pomysły obiektywizacji. Chciałbym jednak uprzedzić, że choć to pomysł piękny i pociągający, to w istocie niezwykle niebezpieczny!

    Zacznijmy od tego, że wzrost profesjonalizacji opisów skutkować musi z konieczności coraz lepszymi przybliżeniami numerycznymi, czyli rozwinięcia dziesiętne będą coraz dłuższe.

    Mówimy o obiektywnej wartości wina, zatem liczba, która ją opisuje jest obiektywnie i dokładnie określona. Z prawdopodobieństwem równym 1 będzie to liczba niewymierna (bo takich jest nieskończenie więcej niż naturalnych i wymiernych). Zatem w zasadzie każda butelka powinna być opisywana liczbą o nieskończenie długim rozwinięciu. Zatem czas, jaki potrzebuje doskonały profesjonalista na opisanie w zasadzie każdego wina, to czas nieskończony. Stąd prosty wniosek – nadmiar profesjonalizacji jest szkodliwy!

    PS. Wyobraźmy sobie doskonałego profesjonalistę, który próbuje opisać np. wino Carlo R. Można na ślepo założyć, że liczba będzie niewielka, ale niewymierna. To będzie zatem jego pierwsze i ostatnie zarazem wino, ponieważ na jego opisanie zużyje on nieskończenie wiele czasu! To już wygląda wprost jak wizja miejsca wieczystego potępienia…

    • Sławek Sochaj

      Degustator, który spędził życie (nie tylko doczesne) na ocenianiu jednego, marnego wina i nigdy nie doszedł do końca – przypomina się żółw Zenona albo opowiadania Borgesa. Faktycznie powiało grozą. Ale gdyby to odwrócić i zamiast od wina marnego zacząć tę nieskończoną przygodę od wina doskonałego?