Rosso z nebbiolo od Rosso i Nebbiolo


7/12/2014

Rosso i Nebbiolo w jednej piemonckiej winnicy to nic nowego. Co innego, jeśli są to nazwiska właścicieli. Ich Cardin Rosso (oczywiście z nebbiolo) to dobre wino do rozmyślań nad stosunkiem jakości do ceny.

Stosunek jakości do ceny (ciekawie określił go Marek Bieńczyk) przewija się w dyskusji o winie od lat, nie tylko u nas. Prawie wszyscy o nim mówią, możliwe, że w światku winiarskim częściej niż w innych. Ale co to takiego? Wiadomo, jak zmierzyć cenę, ale jakość? Czym właściwie jest? Pomijając fakt, że prawie każdy będzie ją odczuwał inaczej w kieliszku, to przecież dla niektórych jakość kończy na degustacji, dla innych na historii danego wina, warunków jego powstania, renomie producenta, a jeszcze dla innych – okolicznościach zakupu butelki.

W dyskoncie wszystko jest z grubsza jasne. Wchodzimy do zuniformizowanego sklepu, bierzemy butelkę, podchodzimy do kasjera, który przerzuca ją nad czytnikiem z tą samą gracją, co brokuły, pakujemy jedno i drogie i odchodzimy. Być może są światy, w których kasjer lub kasjerka zatrzymają się nagle nad daną etykietą, zmierzą nas badawczo wzrokiem i podpowiedzą, dlaczego warto wrócić do półki i wybrać inny rocznik, albo takie wino, które lepiej posmakuje do brokuła. Kto wie!

Ale przeskoczmy szybko na zupełnie realny, przeciwległy biegun. Wchodzimy na teren znanego głównie wtajemniczonym Browaru Mieszczańskiego, przemierzamy brukowaną uliczkę i wchodzimy po schodach do pofabrycznego budynku, w którym znajduje się sklep Winotake. Ciężko tam trafić przypadkiem, spacerując po centrum. Ale za to wita nas wnętrze zasypane winiarskimi książkami, półki z niekonwencjonalnymi winami i właściciel, który wciąga w długą rozmowę o sycylijskich winach z amfor i niedocenianej Emilli-Romanii.

W czasie konwersacji obracamy w rękach upatrzoną butelkę i mamy wrażenie, jakby jej wartość (czytaj: jakość) rosła w miarę upływu czasu. Od kogoś, kto kupił ją bezpośrednio od producenta, wiemy wszak znacznie więcej, niż to, co możemy wyczytać na etykiecie. Na przykład to, że Cascina Roera Cardin Rosso (z rocznika 2007), który był jedną z rewelacji ostatniego Grand Prix Magazynu Wino, różni się nieco proporcją pomiędzy nebbiolo a barberą w wersji o rok starszej (choć etykieta vino di tavola nie wspomina o tym, ani o roczniku explicite).

Cascina Roera Cardin RossoPrzy okazji degustujemy inne etykiety, np. pyszne i soczyste Il Farneto Berzmèin Rio Rocca 2010, które także znalazło się na podium konkursu MW w kategorii “najlepsze wina specjalne”. Na koniec żegnamy się i wychodzimy obładowani jakością, bo, chcemy tego czy nie, butelka nigdy nie jest po prostu butelką. Tak jak w dyskoncie kupujemy często irracjonalną obietnicę dobrego dealu, tak w takich miejscach jak Winotake, ładujemy do torby także dawkę wiedzy i obietnicę autentyczności.

Ta zakupowa fenomenologia udzieliła się pewnie i mnie, kiedy otwierałem Cardina (z rocznika 2006), ale jednocześnie wyobrażam sobie, że to wino posmakowałoby w ciemno największym wrogom win naturalnym. Jest tu co prawda lekka nuta acetonowa, ale dekantacja eksponuje uwodzicielską mieszaninę wiśni, surowej wołowiny, róż, fiołków i suszonych owoców. W ustach atramentowa soczystość barbery układa się w kształt struktury utkanej z dziarskich garbników nebbiolo (20%). Jest tu zarówno prostota i kwasowość dobrego wina gastronomicznego jak i nieoczywistość win, które lubią ewoluować w karafce i kieliszku.

Cascina Roera, w której powstało to wino, leży w Costigliole d’Asti, czyli samym środku apelacji Barbera d’Asti. Jej właścicielami są koledzy po fachu, którzy połączyli swoje siły w 2002 r. – Claudio Rosso i Piero Nebbiolo. Brzmi anegdotycznie i choć byłoby znacznie ciekawiej, gdyby nazywali się powiedzmy Barbera i Nebbiolo, albo przynajmniej Rosso i Bianco, i tak pozostaje cieszyć się tą osobliwością rodem z powieści Umberto Eco. Panowie stosują uprawę organiczną (choć nie widzą potrzeby certyfikacji), nie dodają selekcjonowanych drożdży, nie filtrują win i siarkują je w minimalnych ilościach.

Ich Cardina kupiłem za 73 zł i nie jest to cena wygórowana w stosunku do… miejsca, opowieści, smaku, aromatu, anegdotycznych nazwisk twórców i pewnie wielu innych rzeczy. Nie jest też zapewne wygórowana w stosunku do tego, co zwykło się nazywać jakością w wąskim znaczeniu. Pytanie, której jakości tak naprawdę szukają ludzie lubiący wino?

Tagi: , , , ,