Balowanie w Wiesbaden


26/05/2016

Komu niemieckie wina nie kojarzą się z blichtrem, czerwonymi dywanami i smokingiem, powinien koniecznie odwiedzić Ball des Weines w Wiesbaden.

Wiesbaden, stolicę Hesji, niektórzy nazywają sypialnią Frankfurtu. Ale w rzeczywistości to bardziej salon niż sypialnia. Secesyjne kamienice, aleje platanów, fontanny, piękne parki, termy, kawiarnie literackie i bogaci, rosyjscy kuracjusze – wszystko to wydaje się żywcem wyciągnięte ze złotej ery, kiedy rytm życia, jak w “Czarodziejskiej Górze”, wyznaczały zabiegi, romanse, plotki i filozoficzne spory. Symbolem tej przeszłości, jest Dom Zdrojowy (Kurhaus).

Kurhaus WiesbadenImponujący, neoklasycystyczny budynek powstał w 1907 r. Zastąpił poprzedni dom zdrojowy, w którym Dostojewski na własnej skórze testował mechanizmy psychologii hazardzisty i zbierał inspiracje do “Gracza”. Nowy budynek otwierał cesarz Wilhelm, wyrażając przypuszczenie, że jest to najpiękniejszy tego typu obiekt na świecie. I rzeczywiście, wiesbadeński kurhaus do dzisiaj robi wielkie wrażenie. I do dzisiaj można tam przegrać wielkie pieniądze.

Od 2001 r. VDP, związek najlepszych niemieckich winiarzy, organizuje tam doroczny bal, Ball des Weines. Każda edycja ma swój motyw przewodni. Najnowsza odbyła się w zeszły weekend pod hasłem “Od serca”. Motto posłużyło za inspirację do dekoracji, które, bardziej niż z mineralnymi rieslingami, budziły skojarzenia z pokazami Victoria’s Secret. Cała reszta mogła się jednak podobać.

BalldesWeines 2016Kiedy w sali widowiskowej trwał koncert z przebojami Whitney Houston, we foyer i kilkunastu salach bocznych można było spróbować najlepszych niemieckich win od 200 winiarzy zrzeszonych w VDP. Na jednym stoisku strzelały korki sektów i lały się podstawowe rieslingi, w innymi dominowały rieslingi i weissburgundery spod znaku GG, w kolejnym spätburgundery, w następnym spätburgundery parowane z czekoladami (!), a w jeszcze innymi spätlese i auselese, wśród których nie brakowało okazów 20- i 30-letnich.

ball des weines 2016Od mnogości znanych nazwisk i winnic można było dostać zawrotu głowy, tym bardziej, że ścisk był niemiłosierny, żar lał się z pokrytego freskami sufitu, a miejsca do degustacji mieściły się praktycznie na parkiecie. I tak sekty lały się na przykład pod sceną housową, a spätlese wtórowało niemieckim pieśniom ludowym, odśpiewywanym z werwą i gracją przez szacownych gości wystrojonych w smokingi i ciągnące się po zimie suknie. W tym wirze nikt chyba nie myślał o notatkach i różnicy między niebieskim a czerwonym łupkiem.

Do tego wszystkiego można było spróbować wyśmienitego jedzenia przygotowanego przez małe, niemieckie hotele, odwiedzić sekcję cygar, zagrać w ruletkę pod okiem krupiera, zatańczyć walca, albo np. zaczepić młodą gwiazdę Hesji Nadreńskiej, Stefana Wintera, który tego wieczoru reprezentował barwy drużyny piłkarskiej niemieckich winiarzy.

Ball des Weines Stefan WinterWśród blisko dwóch tysięcy gości można było zresztą rozpoznać więcej twarzy niemieckiego winiarstwa. Nie brakowało też ludzi spoza branży – lokalnych polityków, sponsorów, zamożnych Rosjan itd. – których przyciągnęła magia win. Nigdy nie pomyślałbym, że akurat wino niemieckie (przy całej mojej słabości do niego) będzie miało tyle magnetyzmu, by stworzyć wokół siebie tak celebrycką otoczkę. Ale człowiek cały czas się czegoś uczy.

Balowałem, jadłem i “degustowałem” na zaproszenie Niemieckiego Instytutu Wina.

Tagi: , , , ,