Rozlane wino Paradżanowa


13/03/2016

Pod koniec lat sześćdziesiątych Tarkowski zadzwonił do Paradżanowa. Oznajmił, że nazajutrz odwiedzi go w jego kijowskim mieszkaniu. Ormiański reżyser przeprowadzał właśnie remont, ale sumiennie zabrał się do przygotowania odwiedzin młodszego kolegi.

Sprowadził najprawdziwszego kucyka, którego przywiązał na ten czas do kaloryfera. Nakrył dębowy stół obrusem z Chantilly, postawił na nim czerwone wino i kielich, który nazywał „pucharem Potockiego” (Jana? Szczęsnego?). Kiedy pojawił się Tarkowski, Paradżanow napełnił mu puchar. Nie oderwał przy tym wzroku od gościa, przez co wino przelało się poza kielich. – Siergieju Josifowiczu, co pan robi?! – krzyknął Tarkowski. – Zalał pan obrus. – Widzę odpowiedział gospodarz – ale Pan jest dla mnie ważniejszy niż obrus z Chantilly.

Ta anegdota dobrze pokazuje przyjaźń pomiędzy tytanami radzieckiego kina. Gest przelania wina poza kielich jest jednak także znakiem wschodniej, ekscesywnej gościnności Paradżanowa i, przede wszystkim, jego malarskiego talentu (sam zresztą przerobił ich wspólne zdjęcie z tego spotkania na kolaż).

Andriej Tarkowski, Siergiej Paradżanow i ktoś jeszcze

Andriej Tarkowski, Siergiej Paradżanow i ktoś jeszcze

Bardzo podobny obraz otwiera najważniejszy film Paradżanowa, “Barwy granatu”, który powstał mniej więcej w tym samym czasie. Trzy granaty puszczają sok i “malują” na białym płótnie powiększającą się plamę. Warto zobaczyć ten film w nowej wersji z soundtrackiem Nicolasa Jaara. Obraz osiemnastowiecznych mnichów rozgniatających stopami winogrona i wchodzących do karasi (armeńskiej wersji kwewri) przy mocnym, elektronicznym brzmieniu robi spore wrażenie. Z nową muzyką jeszcze trudniej uwierzyć, że taka eksplozja wyobraźni i zmysłowości trafiła na celuloid w epoce wczesnego Breżniewa.

Oglądanie tego filmu jest trochę jak podróż do podświadomości Europy. Symbolika jest z jednej strony odległa, trudna do zrozumienia, ale kompozycje, motywy miłosne, akty, instrumenty muzyczne, pantomima, malarstwo i wino oczywiście – to wszystko składa się w coś na kształt alternatywnego, wypartego praźródła naszej cywilizacji.

Z pewnością jest Armenia takim wypartym źródłem europejskiej kultury wina. Niezależnie od tego, czy okaże się w końcu, że pierwsze wina powstały na terenie Gruzji, Anatolii, Azerbejdżanu czy Armenii, wiek najstarszej armeńskiej winnicy – 6100 lat – i tak robi wrażenie. Odkryte przed paroma laty piwnice w Areni służyły jednocześnie do produkcji wina i składania ofiar z ludzi. To niecodzienne połączenie skłoniło Tima Atkina do refleksji nad nowym wymiarem degustacyjnego określenia “full-bodied”.

Są tacy, którzy utrzymują, że już w tamtych piwnicach robiono wina z najważniejszego armeńskiego szczepu – areni. Nawet jeśli ciężko w to uwierzyć, faktem pozostaje, że areni jest jedną z najstarszych znanych odmian. Za jej długowieczność odpowiada ormiański izolacjonizm i gruba skórka, która dobrze chroni grona przed chorobami. Rosnące na sporych wysokościach krzewy areni uniknęły epidemii filkosery i do dzisiaj obywają się bez podkładki, często przekraczając wiek emerytalny. Niektóre z tamtejszych win powstają z krzewów znalezionych na terenie starych, średniowiecznych klasztorów.

Ale areni to niejedyna z ciekawych odmian armeńskich. Ciągle trwa odrodzenie tamtejszego winiarstwa i można spodziewać się, że ten szczep jeszcze długo będzie jego koniem pociągowym, ale z czasem usłyszymy pewnie jeszcze o którymś z jego krewniaków: khatun, khardjzhi, chilar albo tozot. Ten ostatni zresztą jest już w Polsce – razem z areni tworzą kupaż Arpa Areni & Tozot 2013, który jest do dostania w krakowskim Magazynie Wina za niecałe cztery dychy.

SONY DSCI są to cztery dychy, które naprawdę warto wydać. Jestem pewien, że niejeden z fanów Piemontu stawiałby w ciemno na nebbiolo (ja bym stawiał). Znajdziemy tu czereśnie i fiołki podane w typowej dla wielu nebbiolo, “erotycznej” odsłonie. Dochodzą do tego granaty i mięta. Usta są treściwe, ale zgrabne. Nie ma w nich zbyt wiele elegancji, ani pazura, ale jest fajna kwasowość, który trzyma wszystko w kupie.

W czasie pamiętnego spotkania Paradżanowa z Tarkowskim do pucharu Potockiego nie trafiło niestety ani areni, ani tozot, tylko wino gruzińskie. Gruzja była drugą ojczyzną reżysera, a wina armeńskie były trudniej dostępne, ale pewnie chodziło też o to, że typowe, ciemne saperavi trochę lepiej pasowało do teatralnego plamienia obrusu.

Tagi: , , , , ,