Tylko jeden szczep do ocalenia


4/10/2016

Któż z nas nie bawi się czasem w gdybologię i nie fantazjuje na temat nadludzkiej władzy, jaką mógłby rozporządzać?

Dzisiaj bawimy się my, blogerzy. Zabawa jest biopolityczna, a właściwie ampelopolityczna. Zakładamy, że ziemię nawiedza kataklizm – potop, uderzenie meteoru, plaga zmutowanej filoksery, która uciekła z laboratorium… Zakładamy, że miejsce w szalupie, arce, albo na wyspie ocalonych jest tylko dla jednej, jedynej odmiany winorośli, i to my decydujemy, co to będzie. To w naszych rękach jest decyzja o tym, jakie wielkie wina tego świata przepadną bezpowrotnie, a jakie zostanie uratowane.

Zwróćcie uwagę, że to zabawa z gatunku tych poważnych. Nie jakieś tam wybieranie ulubionej odmiany, nie tworzenie rankingów. Stawka jest tutaj znacznie większa i postawiona na ostrzu noża. Władza to także odpowiedzialność. Musisz myśleć jak strateg, nie tylko o swoim guście, ale i – wybaczcie odrobinę patosu – o świecie i sprawiedliwości. Rozchodzi się w końcu o przeżycie jednej odmiany kosztem tysięcy pozostałych. Możesz nie cenić cabernet sauvignon na równi z nebbiolo, ale chciałbyś/chciałabyś, żeby z ziemi zniknęła najpopularniejsza odmiana dająca zatrudnienie setkom tysięcy, a być może i milionom ludzi? Żeby już nigdy nie było Château Margaux, win z Napa i oferty świątecznej w Lidlu? No właśnie.

Ale coś trzeba wybrać. Wybór nie jest łatwy, ale, przyciśnięty do muru, stawiam na pinota. Powodów jest co najmniej sześć.

1. Jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych szczepów świata. Oczywiście powierzchnia jego upraw nijak ma się do caberneta, ale…

2. Jest jedną z najstarszych odmian, która obrodziła w liczne klony. Przed paroma laty dowiedziono, że pinot noir, pinot gris, pinot blanc i inne pinoty to tak naprawdę jedna i ta sama odmiana. To oznacza (o ile dobrze rozumiem zasady zabawy), że ratując pinot noir, ratuje się przy okazji weissburgundera, pinot meunier i oczywiście pinot grigio. Może i większość z Was nie płakałaby za tym ostatnim ale jeśli pomyślicie, ilu fanów uroniłoby łezkę…

3. Z pinota robi się czerwone burgundy.

4. Obrodził nie tylko w klony, ale i style. Oprócz Burgundii jest też Central Otago, spätburgunder, świetne interpretacje z Australii, Stanów, Chile, Węgier, Austrii, Włoch.

5. Głupio byłoby stracić wina białe, różowe i musiaki kosztem czerwonych. Pinot gwarantuje, jak żadna inna odmiana, że zachowają się jednocześnie Gevrey-Chambertin, szampany i wysokiej klasy rosé.

6. Praktycznie w każdym z ważnych krajów winiarskich pinot odgrywa istotną rolę. Trudno sobie wyobrazić, żeby stał się dominującą odmianą we Włoszech, Hiszpanii, Stanach, czy RPA, ale jeszcze trudniej wyobrazić sobie chyba cabernet sauvignon jako dominującą odmianę Niemiec czy północnej Francji.

Na dowód, że Stany nie wyszłyby na takim kataklizmie najgorzej, sięgam dzisiaj po Archery Summit Premier Cuvée Pinot Noir 2011 z regionu Willamette Valley w Oregonie. To, zdaje się, debiut amerykańskiego wina na Enoeno i od razu trafia się niezła gratka dla pinomaniaków.

Cuvée w nazwie oznacza, że grona, z których powstało wino, pochodzą z 6 parceli rozsianych w dwóch apelacjach (AVA) – Dundee Hills i Ribbon Ridge. Przysiągłbym, że choćby jego część dojrzewała w amerykańskim dębie, ale producent zapewnia, że był to dąb francuski. Wyraźnie czuć tutaj aromaty toffi, wanilii i kawy, które o dziwo nie dominują nad złożonym aromatem czereśni, jagód, fiołków i innych kwiatów. Dzięki wysokiej kwasowości, mocnej, tanicznej konstrukcji i zniuansowaniu nie męczy też solidna ekstrakcja. W ogóle panuje tutaj zadziwiająca zgoda pomiędzy napakowanym stylem nowoświatowym a elegancją, wielowymiarowością i chłodem pinota. Wino kosztuje 215 zł u Mielżyńskiego, co ciężko nazwać ceną okazyjną, ale jeśli trafi do waszego kieliszka, nie pożałujecie.

Z pewnością Oregon ma do zaoferowania więcej ciekawych flaszek i w ogóle jest to stan do odkrycia, szczególnie dla tych wszystkich, którzy postrzegają amerykańskie wina przez pryzmat supermarketowej klasyki. Pamiętajcie, że to trochę jak ocenianie stanu amerykańskiej myśli politycznej przez pryzmat Trumpa.

Co do gry w ocalone szczepy… Nie zachęcam nikogo do jej rozpoczynania, bo to zwykły pożeracz czasu, najmniej pragmatyczna z rzeczy, jakie można robić. Ale… gdyby ktoś wpadł w jej żelazne szpony, zapraszam do koła Anonimowych Graczy i dzielenie się swoimi typami.

Wino degustowałem na zamkniętej degustacji. Typowali też inni: Nasz Świat WinBlurpppCzerwone czy BiałeEnowersytetItalianizzato, i Winne Przygody.

Tagi: , , , , ,

  • Ostatnio miałem okazję dwa Pinoty z Oregonu próbować – faktycznie super sprawa, a u nas i u Was ciągle mało znana niestety.